Gra Play By Forum na motywach genialnego serialu Supernatural.
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Inne Czasy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Cedric

avatar

Liczba postów : 100
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 10 Mar 2018, 19:37

- Co do...
- Co do...
Powiedzieli jednocześnie.
- Ale...
- Ale...
Znów w tym samym momencie.
- Nie...
- Nie...
Spojrzał sobie prosto w oczy. No nie... Sobie? JAK TO SOBIE? To naprawdę był jakiś żart. CO TU SIĘ DZIEJE? Nie pamiętał dokładnie co robił w 1749, ale teraz już chyba miał odpowiedź... Nie wierzył jednak, że to wszystko to zbieg okoliczności... Szansa na takie spotkanie była jak na wygranie w loterii. A jednak. Trafił na samego siebie. Dawny Cedric stał w drzwiach do kapitańskiej kajuty i patrzył na niego dziwnym wzrokiem.
Nie dość, że złapał go ten przeklęty sztorm, uciekła mu szalupa i prawdopodobnie stracił dobrą okazję na dostanie się do Nowego Świata, to jeszcze teraz to... Grupka dziwnie ubranych ludzi... a w tym jakiś cholerny zmiennokształtny podszywający się pod niego! Gdzie on miał swój srebrny nożyk... Pomacał się po kieszeni ale nic nie wyczuwał. Musiał zgubić go jak wypadł z okręty podczas burzy... Ech... nie mógł go zaatakować teraz przy wszystkich. To by było co najmniej dziwne i żołnierze pewnie by ich zatrzymali. Będzie musiał mieć go na oku i zaatakować przy pierwszej okazji.
Jak znał siebie to zapewne jego dawna wersja już planowała jak go zabić... Bo jak inaczej wytłumaczyć sobowtóra jak nie zmiennokształtnym albo jakimś innym plugastwem? Ech... będzie musiał mu potem to wszystko wytłumaczyć. Na szczęście wiedział jak mu do rozsądku przemówić. W końcu ze wszystkich ludzi na świecie jego znał najlepiej.
- To mój brat bliźniak sir. - Rzucił szybko do kapitana. - Nazywa się Edrig Northman.
Dawny Ced zmarszczył brwi. Ten osobnik znał jego prawdziwe imię! Oprócz Ceda tylko jedna osoba na całym świecie je znała. Jak to możliwe?
- Eeemmmm tak. To prawda. - Postanowił na razie wpasować się w rolę bliźniaka. Nie potrzebne mu były zbędne podejrzenia tego kapitana. Tak będzie łatwiej.
- No. Właśnie... - Poczuł ulgę. Jednak stary Ced był taki jak myślał. Dobrze pamiętał siebie z tamtych czasów. - Można wiedzieć gdzie płyniemy?
Oba nefile nadal nerwowo spoglądali na siebie co chwilę.

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 10 Mar 2018, 19:47

Hmm... Rose została wyprowadzona przez swojego - prawdopodobnie prapra...pradziadka - zaś na jej miejsce dostali sobowtóra jednego z chłopaków. Cedric chyba... Tak, Cedric. Ciekawe czy kapitan wyprosił blondynkę bo była niestosownie ubrana czy raczej przez wzgląd na to, że była kobietą. W końcu w tych czasach nie było raczej mowy o równouprawnieniu. Obaj Northmanowie zaczęli pleść sieć jakiegoś dziwnego, nieudolnego kłamstwa, a Nicolas... Zaczął się rozbierać... ...oszalał. Co do... Eee... No po prostu go popierdoliło, co zrobisz... I nasza marna już i tak reputacja na tym okręcie sięgnęła dna... Mogłeś rzucać nożem w niego zamiast wilkołaka... ... ...
- Nasz kolega potrzebuje pomocy medycznej - powiedział, nachylając się do kapitana-dziadka i wzrokiem wskazując sugestywnie na Nico. - Źle zniósł ten skok w czasie i w ogóle...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 132
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 10 Mar 2018, 20:18

Ced&Ced, James i - krótką chwilę - Nico

Bliźniaki, tak? No coś nie do końca kupował tę historyjkę... Podróże w czasie były już bardzo naciągane i większość kapitanów zapewne właśnie zamykałaby tych "szpiegów" w celi by powiesić ich po dopłynięciu na miejsce. Mieli szczęście, że trafili na dość nietypowego dowódcę wojskowego, acz nawet dla niego sytuacja powoli wymykała się poza dopuszczalne normy dziwactwa jakie był w stanie zaakceptować w tak krótkim czasie.
- Straż! - krzyknął po słowach Jamesa. - Zabierzcie tego tutaj - skinął na Nico - potrzebuje pomocy medycznej, niech O'Conor go obejrzy. Jak skończy dajcie mu jakieś ubrania...
Gdy Nico zniknął, Edward wskazał Edrigowi miejsce zwolnione przez Rose.
- Naprawdę sądzicie, że nabiorę się na tę wyciągniętą z dupy historyjkę? - zapytał Northamna/ów - Skoro przybyliście z "przyszłości" przypadkiem, to czemu wszyscy jesteście dziwnie ubrani poza nim - spytał Cedrica, wskazując na ubiór jego teraźniejszego Ja. - Ciekawe też, że zamiast pytać o bliźniaka, pytałeś czy wyłowiliśmy jakiegoś czarnego. Nie lubicie się czy co? Matka lubiła go bardziej? - uśmiechnął się pod nosem. - No to teraz powiedzcie mi o co dokładnie chodzi z wami dwoma, a później jak się ta wasza "przypadkowa podróż w przeszłość" dokładnie odbyła. Bo dzieciak  - skinął na Jamesa głową. - zmiennokształtnym nie jest, a wygląda jakby kto skórę ze mnie ściągnął i uzupełnił ubytki.

***

Rose

Porucznik Westcourt zabrał Rose do drugiej prywatnej kajuty na statku, którą jak można było się domyślić zajmowała wspomniana lady Maria. Oficer zapukał grzecznie do drzwi i na zadane delikatnym, kobiecym głosem "Kto tam?" przedstawił się i powiedział, że przychodzi z prośbą od kapitana. Pozwolono mu wejść.
- Lady Strickland - przywitał się kłaniając się nisko i uśmiechając nieśmiało w stronę siedzącej na łóżku panienki, która na kolanach trzymała otwartą książeczkę. - Kapitan zwraca się do ciebie z uprzejmą prośbą użyczenia części twojej garderoby dla tej panienki, którą wyłowiliśmy jak zapewne słyszałaś z innymi rozbitkami.
W tym momencie Westcourt odsłonił Rose i Maria - a Rózia zapewne też - zamarła. Zajmująca kajutę lady Maria Strickland była uderzająco podobna - nie identyczna, ale różnice były znikome - do Rosemarie. Dziewczyna wstała z łóżka, odkładając na nie tomik poezji i podeszła do Rose nie zrywając nawet na moment kontaktu wzrokowego.
- Elizabeth? - bąknęła cicho, przyglądając się Rose, acz szybko zdała sobie sprawę ze swojego błędu. - Hmph... Przepraszam, pomyliłam cię z kimś, panienko...? - powiedziała, sugestywnie pytając o imię łowczyni, po czym spojrzała na porucznika. - Możesz przekazać kapitanowi, sir, że zajmę się jego gościem. Teraz jednak muszę cię przeprosić, Rose musi się przebrać.
- Oczywiście, pani - powiedział porucznik i opuścił kajutę, zamykając za sobą drzwi.
- Dziękuję, sir - rzuciła mu na pożegnanie Maria, obdarzając go promiennym uśmiechem, a gdy zniknął spojrzała na Rose z lekkim niepokojem. - Chodź, zaraz ci coś wybierzemy - powiedziała.
Panna Westcourt z przyszłości mogła liczyć się z tym, że widok rany na jej ramieniu nie umknie Marii, która bardzo zaniepokojona będzie chciała żeby ktoś to obejrzał, a jeśli nie medyk to przynajmniej ona, ponieważ trochę się na tym znała.

***

Nico

Żołnierze zaprowadzili roznegliżowanego Nicolasa pod pokład, gdzie na jednej ze skrzyń przeglądając swoją torbę siedział mężczyzna po czterdziestce. Na włosach widać było pierwsze oznaki siwizny, podobnie ma zadbanej brodzie.
- Kapitan polecił by przyjrzeć się temu tutaj, to jeden z rozbitków - powiedzieli żołnierze, a O'Conor wskazał im jedynie skrzynię przed sobą, na której posadzili Nico.
- Poradzę sobie, panowie, możecie wracać do swoich obowiązków - powiedział, po czym przeniósł na Nico żywe spojrzenie jasnozielonych oczu, kontrastujące z jego naznaczoną bruzdami i z pozoru zmęczoną twarzą. - Więc... Co ci dolega?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 10 Mar 2018, 20:56

Uhum, wyłowiliśmy, oceniliśmy i zdania pewnie nie zmienimy, ale trudno. Niby normalnie potrafiła chodzić w szortach i krótkim topie, nie mówiąc o stroju kąpielowym, czyli odsłaniała znacznie więcej niż teraz, jednak w obecnym otoczeniu dużo by dała za więcej kawałków materiału na sobie.
Gdy oficer się odsunął spojrzała przed siebie i zamarła. Och, czyli o tym była mowa. Przez moment miała wrażenie, ze patrzy w lustro. Potem dostrzegła kilka różnic, ale raczej mało znaczących. Zerknęła to na oficera, to na kobietę. Strickland... musi zapamiętać. I poszukać. Kiedy już wróci do siebie. ... jeśli wróci. Póki co jednak wyglądało, że nie tylko ona doznała pewnego szoku, acz użyte imię było zdecydowanie nietrafione. Kolejna zagadka.
-Rosemarie... ale proszę mówić mi Rose - uśmiechnęła się lekko.
Acz jej uśmiech był niczym przy tym, który Maria posłała oficerowi. O tak, coś się kroiło, nie było wątpliwości. Póki co patrzyła nieco bezradnie na wyciągane i prezentowane jej ubrania. Nie miała pojęcia co będzie dobre i jak to ogarnąć, więc potrzebowała drobnej pomocy. Ramię próbowała niemal schować, ale przy takim naleganiu w końcu się poddała. Może i racja, że trzeba było to obejrzeć. W sumie nie miała nawet czasu zerknąć jak rany były głębokie, ale skoro już nie krwawiły, to chyba nie było tak źle. Do lekarza się jednak nie spieszyła, więc skoro i tak musiała się tutaj rozebrać i zdjąć opatrunek, to może już lepiej, by to Maria to obejrzała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 100
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Nie 11 Mar 2018, 21:15

Podróż w czasie? Że co? Spojrzał na swojego sobowtóra i przyjrzał się jego ubraniom. Hmm... Żył już prawie osiem wieków i widział jak w innych epokach ludzie ubierali się inaczej. Im późniejszy okres tym moda zmieniała się szybciej. Ale coś takiego? Niby jak? Nie nie nie. To brzmi niedorzecznie. Na pewno jest zmiennokształtnym i tylko wciska wszystkim kit! Ten rudy pewnie też. Wszyscy nimi są!
Rose i Nico opuścili pomieszczenie. Został tylko z rudym i swoim dawnym ja. Kapitan nie wierzył w wersję z braćmi, co w sumie nie było dziwne. Ced myślał przez moment co mówić dalej. Kolejne bajeczki mogły tylko pogorszyć sprawę.
- Ech... no dobra. Nie ma sensu dalej pieprzyć głupot. - Zaczął. - Opowiem wszystko od początku do końca. Jesteśmy wszyscy łowcami. Polowaliśmy w naszych czasach na pewnego demona, który szukał tajemniczego i potężnego artefaktu. Gdy w końcu go wytropiliśmy okazało się, że dotarł do artefaktu przed nami. Było nim Koło Chronosa. Demon użył go, żeby przenieść się w przeszłość a my trafiliśmy tu za nim. Myślę, że byliśmy za blisko a demon nie wie, że tu jesteśmy. Pierwszy raz używał koła, więc skąd mógł wiedzieć? Wylądowaliśmy na tej cholernej szalupie i dalszą historię kapitan zna. - Wskazał na dawnego siebie. - A ten gość wygląda tak jak ja bo to jestem ja... moja wersja z tych czasów. Bo widzi kapitan... żyję już bardzo długo. Nie jestem potworem, możecie mnie sprawdzić jak rudego.
Postanowił zachować milczenie i stoicką minę. Może kapitan weźmie tego drugiego za wariata i wyrzuci go za burtę? Zawsze to jakieś ułatwienie. Nie będzie musiał go zabijać samemu. Wyręczą go rekiny. Zastanawiało go tylko jedno. Jeśli jest potworem to skąd wiedział, że długo żyje? Skąd znał jego imię? To musiał być jakiś nowy gatunek zmiennokształtnego albo coś... Pewnie nauczyły się przejmować wspomnienia razem z wyglądem! Zdechniesz...
- No. To tyle. Tak w skrócie. - Ced patrzył na kapitana wyczekując jakiejś reakcji. Jeśli rzeczywiście jest łowcą i wie o nadnaturalnym świecie to powinien mu uwierzyć... chyba. Jeśli nie jest to... cóż, będzie nieciekawie.

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 144
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 10:35

Spojrzało dziwny wzrokiem na kapitana, kiedy ten kazał zaprowadzić go do medyka. Po co..? Przecież właśnie się sam wyleczył. O, tym pięknym, brudnym bandażem zrobionym z podartej koszuli. Wzruszył jednak ramionami i poszedł za żołnierzem. Ponownie żołdacy nie wykazali się zbytnią delikatnością i zaprowadzili go pod pokład, gdzie czekał medyk.
Dyng!
W głowie Nicolasa zapaliła się mała lampka. O'Conor! Tak się nazywała dziewczyna, którą poślubił jego przodek. Czyżby... czyżby to był jakiś jej krewny..? Przyjrzał mu się uważniej... Miał tak samo jasno zielone oczy jak on! Czyżby... czyżby to po nim miał je..? Miał dosyć tego wszystkiego jak na jeden dzień.
- Nic wielkiego. Kilka siniaków i obić, draśnięcie na ramieniu. Sam sobie poradziłem. - rzeczywiście, każdy medyk widząc jego prowizoryczny opatrunek pewnie zapłakałby gorzko...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 132
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 11:04

Ced&Ced, James i - krótką chwilę - Nico

Kapitan wysłuchał Cedrica z poważną miną. Ech... To miał być jedynie krótki, prosty rejs. Dostarczyć dziewczynę na miejsce i wracać do Anglii po następne zlecenie, najpewniej coś bardziej ekscytującego. Niespodziewanie wrażenia nadeszły same, acz ze względu na przewożoną przesyłkę i zadanie oficer nie był specjalnie uradowany narażaniem misji. Gdy Ced skończył mówić mruknął coś tylko i otworzył ponownie szufladę biurka, grzebiąc w niej przez chwilę.
- Tak, to chyba był czerwony - mruknął, po czym rzucił w ręce Nefilima mały woreczek. - Teraz, powtórz jeszcze raz tę historyjkę o podróży w czasie.
Jeżeli Cedric zaczął mówić, kapitan przyglądał mu się z uniesioną brwią.
- Moje doświadczenie mówi mi, że osoba próbująca kłamać trzymając ten urok powinna doświadczyć pewnych przykrych przypadłości, więc nie pozostaje mi nic innego jak założyć, że mówicie prawdę - stwierdził niechętnie. - Niestety jesteśmy w drodze do Ameryki by dostarczyć młodą lady do jej ciotki, a o położeniu waszego demona mamy marne pojęcie, więc nie mogę pomóc wam bardziej niż dostarczając was na stały ląd. No... i może ubrać was przyzwoicie.
W tym momencie kapitan zerknął na Jamesa.
- On też jest łowcą? Naprawdę? - zapytał z lekkim niedowierzaniem i... zawodem?

***

Rose

- Och! - westchnęła Maria zakrywając dłonią usta na widok ugryzienia na ramieniu Rose. - Potworne... Czy to był jakiś rekin, kiedy woda zmyła was do wód oceanu w czasie sztormu? - zapytała, grzebiąc w swoim bagażu. - Zaraz się tym zajmiemy, najpierw trzeba oczyścić, a później zszyjemy...
Młoda lady usadziła Rose na łóżku i zakasała rękawy, każąc jej siedzieć spokojnie, po czym wzięła się do pracy. Dziewczyna z przyszłości mogła zauważyć, że cały proces szedł Marii niezwykle sprawnie i już po chwili uznała wszystko za zakończone, a jej szwy nawet na standardy łowców czy lekarzy byłyby ocenione jako fenomenalne. Zwłaszcza w założone w takim tempie. Teraz pozostało jedynie Rosemarie ubrać. Suknie lady pasowały na nią idealnie, więc z tym wielkiego problemu nie było. Maria natomiast wyciągnęła jej do wyboru trzy dość proste - i tym samym wygodniejsze - sztuki w ciemnych odcieniach, podobne do tej, którą sama miała na sobie.
- Myślę, że powinnyśmy upiąć ci też włosy - zaproponowała, pomagając Rose założyć wszystko na siebie.

***

Nico

Medyk spojrzał na Nico powątpiewającym wzrokiem.
- Uderzyłeś się przy okazji w głowę, chłopcze? - zapytał. - Zdejmuj te szmaty i pokazuj co cię tam dziabnęło... Trzeba to przemyć i zszyć...
Operację czas zacząć! Cały proces trwał kilkanaście minut, podczas których Nicolas mógł pogawędzić z medykiem o ile chciał, a jeżeli nie miał na to ochoty to zszyty został oddany żołnierzom żeby znaleźli mu jakieś ubrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 13:45

-To... rekin... tak... coś w tym stylu... - mruknęła nie chcąc wdawać się w szczegóły. Rekin brzmiał jednak zdecydowanie lepiej od wampira.
W trakcie zszywania patrzyła na to co się dzieje ze sporym podziwem. Niby otwarcie przyznawała się do braków w wiedzy o obecnych czasach, zwłaszcza na terenie Brytanii, jednak wydawało jej się, że przeciętna dama nie potrafiła zszywać ran, a już na pewno nie tak sprawnie.
-Dziękuję. Ma pani talent - powiedziała oglądając zszyte już ramię.
Co do sukienek, ona tam nie widziała między nimi większej różnicy, więc po prostu wybrała pierwszą lepszą. I jeśli to były te wygodniejsze, to szczerze współczuła kobietom z tych czasów. To jakieś narzędzie tortur? Podejrzewała, że bardzo niedługo w zamian za spodnie dałaby się nawet drugi raz pogryźć jakiemuś wampirowi.
-Upiąć? - zerknęła na zwisające blond kosmyki. - No tak... pewnie tak - czemu musieli trafić akurat na takie czasy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 144
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 15:34

- Tia... Bardzo możliwe. - burknął na pytanie medyka. Westchnął teatralnie, po czym zaczął zdejmować swój jakże piękny, prowizoryczny opatrunek. Gdy tylko szmata zniknęła, pojawiła się świeża krew. No dobra, może i potrzebne tu były profesjonalne umiejętności, ale przecież nie przyzna się do tego temu dziadkowi!
- Skąd i dokąd płyniecie... my..? - pierwsze oznaki trzeźwości myślenia! - I który w zasadzie mamy rok..? - czyżby..? Czyżby Nico wracał do normalności..? O ile to wszystko można rzecz jasna nazwać normalnym...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 100
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 17:47

A jednak! Kapitan musiał być łowcą... albo wiedźmą? Wszystko jedno. To oznaczało, że wiedział o demonach i potworach i nie weźmie ich za kompletnych wariatów. Woreczek, który Ced złapał na początku napełnił go nieufnością. Widział zbyt wiele razy co takie rzeczy robią z ludźmi... Postanowił jednak zaufać kapitanowi i powtórzyć dokładnie to co powiedział przed chwilą.
Słowo po słowie, cała historia wyszła z jego ust. Mówił całą prawdę, więc nie było się czego obawiać ze strony wiedźmowego uroku. Zakończył oczywiście potwierdzeniem, że drugi Ced to jego dawna wersja a on sam ma prawie tysiąc lat. Gdy skończył odrzucił woreczek na biurko kapitana. Nie lubił ich trzymać.
- Widzicie sir? Wszystko prawda. - Powiedział po czym spojrzał na dawnego siebie.
Obserwował swojego sobowtóra i słuchał uważnie co mówi. Kapitan postanowił sprawdzić czy ta cała historia to nie stek bzdur. Musiał przyznać, że metodę miał ciekawą i na pierwszy rzut oka... skuteczną. Cedric nie cierpiał wiedźm, ale w ten rudy szkot wydawał się w miarę w porządku. Poza tym mówił tak, jakby do końca się na czarach nie znał. Możliwe, że dostał ten woreczek od kogoś innego.
Okazało się, że urok nie wyrządził sobowtórowi żadnej krzywdy... Nefil zmarszczył brwi. To by oznaczało, że mówi prawdę... Jest z przyszłości? Nadal nie mógł uwierzyć. Może oszukał jakoś zaklęcie?
- Naprawdę jesteście z przyszłości? - Odezwał się wreszcie. - Z którego roku?
- Naprawdę. - Odparł spoglądając na niego. - 2016 rok. Wiele się zmieniło do tego czasu... na przykład ubrania. - Spojrzał na swoją brudną kamizelkę i koszulę z rękawami poplamionymi krwią.
Potem zwrócił się do kapitana, który zapytał o Jamesa.
- Cóż... pomógł nam w polowaniu i chyba zabił jakiegoś potwora. Nieźle sobie poradził jak na pierwszy raz. Można go już uznać za łowcę. - Cedric wstał. - Z góry dzięki za ubrania. Naprawdę się przydadzą. Ludzie nie będą na nas patrzeć jak na dziwolągów.

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 18:20

Chyba jest zirytowany... Powiedziałbym, że na pewno jest zirytowany. Nie ma się co dziwić, kto kupiłby taką historyjkę? Ja nie! Właśnie, nawet ty byś jej nie kupił... Ej! Ciiii... Zaraz, w ogóle to coś tu jest do poprawki... Niby co? *łup* Wrrrrr... O wiele lepiej. *łup* Nie ma tak dobrze >:c Kapitan nie dał się nabrać, a Cedric szybko postanowił wyznać mu całą prawdę, po czym został jeszcze dodatkowo poddany jakiejś... magicznej(?) próbie. Czy jego pra...pradziadek - lub ktoś taki - był czarownikiem? Cooooooooo? Ucz mnie... Później kapitan opowiedział im dość skąpo - ale jednak - co tutaj robi i zapewnił, że da im jakieś odpowiednie do epoki odzienie. Ced zaś rozmawiał sam ze sobą. Chociaż w tym przypadku nie nasuwało to myśli o chorobie psychicznej. Aczkolwiek było jeszcze dziwniejsze jeśli się nad tym zastanowić.
- Właściwie, to jestem, hmm... Naukowcem? Przedsiębiorcą! O, to lepsze słowo - dopowiedział do pytania o siebie, mówiąc całkiem luźnym i beztroskim tonem. - Dość bogatym, w sumie... A mój licznik zabójstw nadnaturalnych to obecnie jeden duch i, jak mi się wydaje, wampir. Przy okazji zwykły człowiek pracujący dla potworów.
James nachylił się nad blatem, patrząc na kapitana.
- Jesteś jakimś magikiem? Hmm... Dziadku? - zapytał z niewinnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 132
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 18:43

Ced&Ced i James

No tak, prawda. Tylko oby obecność tej anomalii nie przysporzyła mu kłopotów w prowadzeniu misji i nie zagroziła lady Marii. Co z tego, że właśnie posłał jej do kajuty dziewczynę z przyszłości wyglądającą praktycznie tak samo jak ona, która prawdopodobnie była jej prapra...prawnuczką. Właściwie kapitan miał sporo pytań odnośnie przyszłości, acz postanowił powstrzymać swoją ciekawość. Czasami lepiej jest żyć w nieświadomości. Czyli dzieciak nie był łowcą... Przynajmniej nie prawdziwym. O tyle dobrze. Później okazało się, że jest... przedsiębiorcą? Co?
- Magikiem? - powtórzył niemo, nie do końca wiedząc co myśleć. Ten chłopak był zdecydowanie zbyt wesoły na zaistniałą sytuację i wydawał sie zbyt naiwny... To na pewno moje? - Widziałeś kiedyś, chłopcze, tę książkę? - zapytał, unosząc kartkowany wcześniej stary dziennik w ręku.

Po uzyskaniu odpowiedzi przymrużył oko, przyglądając się bardzo intensywnie Jamesowi.
- Mhm... Dobrze, panowie - idźcie do moich żołnierzy, dadzą wam coś dobrego do ubrania. - Młody niech zostanie, najpewniej moje rzeczy będa na niego najlepiej pasować.


***

Rose

- Pani... Wystarczy Maria, nie jestem jeszcze mężatką, a wiekiem chyba nie różnimy się wiele - powiedziała właścicielka kajuty.
Na zgodę - jakkolwiek niechętną - Maria jedynie uśmiechnęła się lekko i zabrała za układanie włosów Rose, które po kilku minutach były bardzo ładnie spięte. No! Teraz mogła pokazać się na pokładzie osiemnastowiecznego, brytyjskiego statku.
- Wyglądasz pięknie - stwierdziła młoda lady podziwiając swoje dzieło. - Tylko nie ruszaj za bardzo ramieniem, aby nie zerwać szwów. Chociaż na tym okręcie nie będzie to raczej problemem, niewiele tu gwałtownych rozrywek. Zresztą... Takie nie rozrywki nie pasują do damy - Maria uśmiechnęła się promiennie do swojego gościa, najwyraźniej obecność innej dziewczyny na statku bardzo ją ucieszyła. - Przejdziemy się na pokład?

***

Nico

Medyk zagwizdał jedynie widząc rany Nicolasa, nie wspominając już o jego opatrunku. Widząc to drugie cisnęło mu się po prostu na język pytanie "Panie, kto to panu tak spierdolił?".
- Pij - powiedział, podając White'owi butelkę rumu. - Na znieczulenie.
Po tych słowach zaczął oczyszczać ranę - lejąc na nią alkohol oczywiście - a kiedy to było już gotowe zabrał się za szycie i później bandażowanie. Gdy Nico zapytał o kurs statku, to było jeszcze normalne, ale gdy dodał pytanie o rok, mężczyzna spojrzał na niego jak na kompletnego wariata.
- Z Brytanii do Ameryki - odpowiedział, nigdy nie zawracał sobie głowy dokładnym kursem i nazwami tych wszystkich kolonijnych miast. - Z choinki się urwałeś? Kwiecień, 1749 rok... No, gotowe. Teraz idź poproś chłopców żeby znaleźli ci jakieś porządne ubrania. Chyba, że chcesz najpierw dokończyć flaszkę, nie pogardzę towarzystwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 144
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 19:14

No teraz staruszek zaczynał mówić jego językiem! Nico chwycił butelkę i pociągnął sporego łyka. Niestety musiał zaraz ją oddać, dla własnego dobra rzecz jasna. Cała akcja trwała kilkanaście minut i już wkrótce White miał zszytą rękę i to całkiem nieźle!
A skoro teraz miał iść się przebrać w coś bardziej stylowego, to wolał zostać się napić.
- Napijmy się. - zakomenderował z lekkim uśmiechem. Jeżeli potomkowie tego siwego byli tacy sami, to nie dziwił się, czemu Matoskah poślubił tę dziewczynę.
- Po co zaciągnąłeś się na okręt do Nowego Świata..? - zapytał nagle, zaglądając do wnętrza butelki, po czym przechylił i pociągnął łyka. Uhhh cholerstwo nieźle paliło! Odkaszlnął. - Nie daj się zabić Francuzom, ani Indiańcom, dobra..? - w grę wchodziło tu przecież jego istnienie. Gdyby owy O'Conor zginął wcześniej, niż to się stało, Nico mógłby nigdy się nie narodzić...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 21:11

Jeszcze... ale będzie. W sumie Rose była ciekawa, czy dziewczyna choćby się domyśla, że jej przyszły mąż jest z nią teraz na statku. Aż korciło, by coś o tym wspomnieć, ale co, jak się speszy, będzie go unikać, ze znajomości nici, a ona wyparuje? Lepiej chyba było nie ryzykować.
-Ojejku - mruknęła patrząc na siebie w lustrze. W takiej wersji jeszcze się nie widziała... no, oprócz spoglądania na swoją praprababkę, ale to nie to samo. - Postaram się. Chyba na statku nie ma za wiele pracy dla kobiet - pokiwała głową. No tak, zapewne zabawy marynarzy nie przystały damom... dziwnie jej było myśląc tak o sobie, jaka niby z niej dama? - Oczywiście, bardzo chętnie. W sumie póki co wiem jedynie gdzie jest kajuta kapitana, chętnie zobaczyłabym inne miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 22:23

Niestety James musiał powiedzieć, że nigdy tej książki nie widział, ponieważ nie dostał jej w spadku po wyjściu z sierocińca, a u dziadka czy ojca również nie miał szansy jej zobaczyć kiedy jeszcze żyli. O nie... Wygadał przy tym łowcy, że jest sierotą. Przy dziadku-czarowniku to jeszcze, ale ten nie musiał wiedzieć o jego przeszłości. W tym momencie jednak kapitan wyprosił Cedrica/ów, nakazując mu zostać by znaleźć mu coś do ubrania. James wyjął z kieszeni drobiazgi, by przełożyć je do nowego stroju. Zapytaj go o coś... Co? Czego chcesz? Nie wiem... Cokolwiek, w końcu mamy dziadka <3 W sumie to nawet go nie znamy, nie zagalopowuj się... :c No, dobra... Na życzenie kupki koców zaczął ostrożnie rozmowę, opowiadając trochę o sobie i pytając "dziadka" o jakieś podstawowe informacje na jego temat.
- W sumie, to co to za dziennik? - zapytał. - Powinienem był go widzieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 100
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 12 Mar 2018, 23:51

- Dzięki. - Powiedział Ced do kapitana i razem ze swoim młodszym ja opuścił jego kajutę. Wyszli na główny pokład.
- Od razu mówię - nie zadawaj głupich pytań. - Powiedział do drugiego Ceda. - Nic ci nie powiem o przyszłości ani o tym co cię czeka. To by mogło zmienić moje czasy.
- Właśnie chciałem o to zapytać. Skąd wiedziałeś? - Zmarszczył brwi.
- Bo znam cię na wylot. Wiem jaki zawsze byłem ciekawski i goniłem za wiedzą.
- Zaraza... ty rzeczywiście jesteś z przyszłości.
- Ciągle wątpisz?
- Tak.
- Nie dziwię się. Też bym wątpił na twoim miejscu. - Ostatnie zdanie brzmiało jakoś dziwnie...
Oboje poszli do żołnierzy, tak jak im polecił kapitan. Ci dali Cedricowi odzienie bardziej przystosowane do epoki. Młodszy Ced patrzył na zdziwionych brytyjczyków, którzy najwyraźniej nie mogli uwierzyć w tak ogromne podobieństwo dwóch skandynawów.
Cedric przebierał się na pokładzie. ściągnął wszystko prócz bielizny i zaczął zakładać spodnie.
- Przybyło ci trochę tu i ówdzie.
Spojrzał na swój tors. Czy on właśnie powiedział, że jest gruby?
- Poczekaj tylko aż wymyślą burgery i kebaby... - rzucił do niego i zaczął ubierać się dalej. Założył koszule i zawiązał ją pod szyją. Na to zarzucił marynarski kubrak zapinany na duże guziki. Wszystko z krótkimi rękawami. Po wszystkim wziął swoje stare ciuchy i wyciągnął broń, którą miał w nich schowaną. Brytyjczycy tylko dziwnie spojrzeli na jego izraelski pistolet. Dobrze, że nie rozpoznali w nim broni... jeszcze by go zabrali. Tego by nie podarował.
- Jak wyglądam? - Zapytał swoje stare ja rozkładając ręce szeroko.
- Wyglądasz jak ja. - Odpowiedział... było to bardzo celne sformułowanie. Teraz, gdy ciuchy mieli prawie te same, odróżnienie ich było naprawdę ciężkim zadaniem. Dawny Cedric miał nieco dłuższe włosy i więcej zarostu, ale na tym koniec. Będą musieli wymyślić coś po czym inni będą ich odróżniać...
- To dobrze. O to chodziło. - Ced rozejrzał się po pokładzie. - Gdzie wywiało resztę? Powinni już być po przebierankach.
Oparł się o burtę i spojrzał na drugiego nefila.
- A tak w ogóle to kim oni są? Można im ufać? - Był nieufny jak zawsze.
- Można. To towarzysze broni. Łowcy. Chociaż tej młodszej dwójki nie znam za dobrze. Oboje siedzą w temacie od niedawna. Ten rudy to już w ogóle. Mimo to jednak ich lubię.
- A ten trzeci? Wyglądał na psychicznie chorego. - I szczery jak niegdyś.
- Ten trzeci to Nicolas. Znam go od urodzenia. Polowaliśmy razem wiele razy. Jest teraz trochę... przybity. Dowiedział się przed skokiem w przeszłość, że jego zmarła córka trafiła do piekła.
- Hm... rozumiem. Też bym się wkurwił.
- Właśnie.
Obaj nefile oparli się o prawą burtę i ze skrzyżowanymi rękami czekali na resztę zamieniając słowa od czasu do czasu. Dla obojga było to strasznie dziwne uczucie spotkać inną wersję siebie. Trzeba się będzie przyzwyczaić...

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 132
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Wto 13 Mar 2018, 00:21

James

Na początku zapanowała cisza, ale w końcu dzieciak zaczął gadać. Czyli miał własny biznes i był bogatym - właściwie w chuj bogatym - człowiekiem, a jego ojciec oraz dziad, zapewne inni rudzi Szkoci, zginęli przez co został sierotą, która sama musiała sobie radzić. Cóż... Może jednak krew kapitana nie rozrzedziła się wraz z czasem, ponieważ dzieciak poradził sobie całkiem nieźle ze swoim życiem. Dziwił się tylko, że nie widział dziennika i nikt nie mówił mu nigdy nic o nadnaturalnym świecie. Zapomnieli? Nie... Takich rzeczy się nie zapomina.
- Hmm... Jeżeli rzeczywiście jesteś mój, a wygląda na to, że jesteś, to tak - powiedział, rzucając Jamesowi białą koszulę i posyłając za nią kamizelkę. - To rodzinny dziennik - oznajmił spoglądając na rudego. - Księga zaklęć. I jeżeli mówisz mi, że jej nie mieliście, to coś jest mocno nie tak.
Wtedy coś wpadło mu do głowy. Przecież dzieciak nie musiał być potomkiem w głównej linii... Może ktoś inny miał bezpiecznie jego mały skarb?
- Daj rękę - powiedział, wyjmując mały moździerz z biurka, a gdy James posłuchał naciął mu dłoń nożem i wycisnął kilka kropli do środka, po czym uczynił to samo.
W kajucie padły słowa zaklęcia, a moździerz buchnął nagle jaskrawym płomieniem. Cholera... To była jednak pierwsza linia. Magia dzisiaj zdecydowanie nie chciała z nim współpracować. A raczej chciała, acz los grał mu figle na nosie. Najpierw ten cały Cedric zamiast zwijać się z bólu, gdy ślina w ustach zaczęła przemieniać się w kwas by stopić kłamliwy język, okazał się prawdomówny. O podróży w czasie ze wszystkich rzeczy! To jeszcze teraz chciano mu wmówić, że gdzieś zapodział się jego dziennik!
- Hmph... - mruknął. - Dobra, dzieciaku, ubieraj się i zmykaj. Mam ważne sprawy do przemyślenia...


***

Rose i - po chwili - Ced&Ced i - po kolejnej chwili - James

Czy była damą? No, jeżeli jej prapra...prababka była szlachcianką, to na to by chyba wychodziło. Można też było zakładać, że porucznik Westcourt też miał nie najgorsze pochodzenie. Tak czy inaczej Maria bardzo ucieszyła się z możliwości przechadzki i łapiąc Rose pod rękę ruszyła z nią na spacer. Przejście po wewnętrznej części statku - omijając oczywiście części pod pokładem zajęte przez marynarzy, więc nieodpowiednie dla damy - zajęło im ledwie chwilę, a Rosemarie dowiedziała się w tym czasie trochę więcej o rozkładzie pomieszczeń. To czego nie zobaczyły jej babka starała się po prostu opisać.
- Ci mężczyźni, których z tobą wyłowili - zagaiła, gdy wyszły na pokład gdzie przebywało już dwóch Cedriców. - To twoi przyjaciele czy zwykli pasażerowie okrętu, na którym byłaś?

***

Nico

O'Conor z zadowoleniem przyjął decyzję Nicolasa, może jednak nie był tak szalony jak mu się wydawało. W końcu nie odmówił dobrego alkoholu.
- Zdrowie - powiedział odbierając od Nico butelkę i biorąc dużego łyka, nawet się nie skrzywił. - Nie takiego już nowego, kolonie stoją dobre lata. Czemu? Co tu rzec, jestem medykiem, żołnierze się biją, a ja ich łatam. Taka podła robota... Przynajmniej płacą nie najgorzej.
Dać się zabić tym śmierdzącym winem i żabami francuzikom? On chyba sobie żartował! Indian jeszcze rozumiał, podstępne i twarde skurczybyki, ale Francuza pobiłby jedną ręką, drugą grzebiąc palcem w dupie... Z zasłoniętymi oczami rzecz jasna.
- To raczej nie będzie problemem, Francuzi to miękkie faje, a do Indian mi na ląd nie śpieszno! - roześmiał się. - A ty? Gdzie płynął wasz okręt? Do Ameryki czy wracaliście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 144
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Wto 13 Mar 2018, 09:56

Odebrał butelkę od medyka i pociągnął kolejny łyk. Przyjemne ciepło rozlało się po przełyku i niżej do żołądka. Nie mógł się spodziewać innej odpowiedzi. Przecież do Ameryki ludzie płynęli wyłącznie po perspektywę lepszego jutra.
Uśmiechnął się mętnie na słowa dotyczące Francuzów. Potem padło pytanie, na które nie miał gotowej odpowiedzi. W sumie nie wiedział co powiedzieć.
- Emmm... - zająknął się. - W sumie to nie pamiętam ostatnich kilkunastu godzin. Coś jakby dziura w pamięci. - skłamał. Przecież nie powie mu, że jest z przyszłości jego... potomkiem..?

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Wto 13 Mar 2018, 16:04

Nie spodziewała się, że ma takie pochodzenia. Znała całkiem dobrze dzieje swojej rodziny, ale już w Nowym Świecie. Nie miała pojęcia skąd się tam wzięli i co było wcześniej. Teraz tego żałowała, ale w sumie miała też całkiem niezłą okazję by nadrobić zaległości. Mogła szukać wręcz u źródła...
-Znajomi to chyba dobre określenie - odparła wymijająco. - Mamy różny czas znajomości, ale pochodzimy z podobnych kręgów. W większości... - dodała ciszej myśląc o rudym. - W sumie to chyba nietypowe, że kobieta udaje się w taką podróż całkiem sama. Czemu akurat Ameryka? - postanowiła pociągnąć nieco rozmowę, a może i zdobyć parę przydatnych informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Wto 13 Mar 2018, 17:19

James poczuł lekkie ukłucie, kiedy okazało się, że dziennik jest rodzinną pamiątką. W końcu miał raczej małą styczność ze swoją rodziną i to tylko w pierwszych latach życia. Kto wie czy dziennik nie przepadł gdzieś razem z rzeczami jego dziadka lub ojca? Albo... Co jeśli dziennika nigdy nie otrzymali, ponieważ on podwędził go kapitanowi i zabrał z powrotem w przyszłość? W przyszłości nie było dwóch Cedriców, a ten ich nie wydawał się pamiętać życia przez długie lata z samym sobą, więc musieli wrócić do swoich czasów w jakiś sposób. Bardzo prawdopodobne, że cokolwiek zrobią teraz i tak już się wydarzyło z ich przyszłościowej perspektywy... Oczywiście można by powiedzieć "Ale jak zabijesz swojego pradziadka, to możesz się nie urodzić". I jest to oczywiste, każdy to wie, dlatego nikt nie zrobił takiej głupoty. Hmm... Nie kradniesz dziennika... Czemu nie? Chociaż... Racja, może mieć jakieś czary ochronne. Czyli trzeba przekonać go, żeby go oddał! o.O Ech...
Wtedy też dziadzio wpadł na jakiś pomysł i naciął go... znowu. Tym razem jednak naciął również siebie, a w grę weszły czary i buchające ognie. To cięcie mógł mu więc wybaczyć. Po kolejnych słowach spokojnie przebrał się i opuścił kajutę, życząc dziadkowi powodzenia w przemyśleniach. Ze swojej starej koszuli oderwał jeszcze dwa pasy materiału by zabandażować zafundowane mu srebrnym nożykiem cięcia. Na pokładzie zaś... Pochód klonów. Dwóch Cedriców opierających się o burtę i... dwie Rose spacerujące pod rękę? Co do jasnej cholery... *pisk rozsadzonego umysłu* Czy myślisz o tym samym co ja? Nie. Nie, prawdopodobnie nie. Jednak kiedy tak zapytałeś, to chyba wiem co masz na myśli i nawet tego nie mów... *pomruki pod nosem* Dwóch Cedriców już widział, więc stwierdził, że zobaczy o co chodzi z dwoma Rose. Pamiętaj jakie to czasy, zachowuj się... Mmmmmhm...
- Panie wybaczą - powiedział podchodząc do dziewcząt, uważnie przyglądając się ich twarzom. - Widzę, że panienka Rosemarie stanęła już na nogi po niefortunnym wypadku naszego okrętu... i wygląda jak zawsze cudownie - powiedział i ucałował dłoń Rose. - Czy mógłbym poznać godność jej równie uroczej towarzyszki? - zapytał uśmiechając się promiennie. - Przyjemność poznać - powiedział, po uzyskaniu odpowiedzi i ucałował również dłoń Marii. - James MacLennan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 132
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Wto 13 Mar 2018, 23:14

Rose i Ced&Ced i James

- Och, a z jakich to? - zainteresowała się Maria.
Kiedy Rose zagadnęła o jej podróż, młoda lady wydawała się bardzo zdziwiona. Sama? Jak to sama?
- Nie jestem sama - odpowiedziała. - Kapitan Edward dostał zadanie przewiezienia mnie na miejsce, jest ze mną cały okręt pełen brytyjskich żołnierzy. Powiedziałabym, że to dość dobra eskorta - stwierdziła panienka. - Moja stryjeczna babka znalazła mi męża i zechciała sprowadzić mnie na ślub do kolonii. Do tej pory mieszkałam pod protekcją przyjaciela mego zmarłego ojca, ponieważ babka wyjechała dawno już do Ameryki.
W tym momencie podszedł James, na którego Maria patrzyła z szeroko otwartymi oczyma. Chyba ktoś zauważył podobieństwo do ich kapitana... Na szczęście rudzielec zajął się najpierw Rose, więc miała szansę doprowadzić się do porządku.
- Maria Strickland - przedstawiła się, pozwalając pocałować swoją dłoń. - Czy jest pan może krewnym naszego kapitana? Wyglądacie bardzo podobnie...

***

Nico

- To musiałeś się mocno pierdolnąć w głowę w czasie tego sztormu - stwierdził medyk, pociągając potężny łyk z butelki.
Po jeszcze kilku wymianach zawartość we flaszce się skończyła, acz O'Conor był na to gotowy.
- To co? Następna? - zapytał. - Chyba, że chciałbyś coś zjeść. Bo nie wiem czy coś już wam dali, a pić na pusty żołądek to tak nie bardzo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 144
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sro 14 Mar 2018, 14:04

- Z pewnością tak musiało być. - odchrząknął i po raz kolejny odebrał od medyka butelkę. Wymieniali się nią co chwila, a zawartość naczynia sukcesywnie znikała, aż w końcu zaglądając do wnętrza, można było dostrzec denko. Wtedy O'Conor po raz kolejny wykazał się przytomnością umysłu i zdecydowanie zapunktował u White'a.
- I jedno i drugie kolego. - zaburczało mu w brzuchu tak, że chyba i towarzysz uczty musiał to usłyszeć. - Czuję się, jakbym nie jadł całe wieki! Porządnie zgłodniałem. Ale i drugą butelką nie pogardzę. - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. - Wszak jeść na sucho nie wypada, jeszcze w gardle stanie. - na szybko osuszona butelka zaczynała dawać pierwsze efekty...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sro 14 Mar 2018, 22:13

-Ummm... pilnujemy porządku. Dbamy o bezpieczeństwo innych ludzi. U mnie to taki rodzinny interes wręcz - w sumie, trochę tak było. Jak zabijesz potwora, to ten nie zabije kogoś innego, jak nic pilnowanie bezpieczeństwa.
Nie do końca o to jej chodziło. Eskorta to jedno, towarzystwo to drugie, skoro jednak nie chciała mówić, to nie naciskała. Lekko zmartwiła ją jednak druga informacja. Jak to, znalazła męża? Nie, nie, nie, jej mąż był tutaj, na statku.
-Znalazła męża? I tak po prostu się zgodziłaś? Może jednak wolałabyś kogoś innego, niż kompletnie nieznanego sobie mężczyznę? - nie miała pojęcia jak nieodpowiednie w obecnych czasach było to pytanie, ale nie potrafiła tak po prostu tego zostawić. Bądź co bądź tu chodziło o jej życie!
W sumie zaczęła się dosyć mocno stresować, kiedy na pokładzie pojawił się James. Na jego widok chociaż trochę odetchnęła, a gdy zajął na chwilę rozmową Marię miała chwilę, by nieco poukładać myśli. Chwilę, bo zaraz potem usłyszała przekręcone nazwisko, a następnie pytanie o pokrewieństwo z kapitanem. Nie była pewna co też rudy kombinował, więc wolała milczeć, by nie zepsuć mu gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 100
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sro 14 Mar 2018, 23:19

Cedric rozmawiał przez chwilę z dawnym sobą, który to pomagał mu odświeżyć pamięć z tych czasów. On sam po ponad dwustu latach nie pamiętał za dobrze co wtedy robił i gdzie przebywał. Co prawda pamięć miał dobrą i ogarniał nią nawet wydarzenia sprzed dziewięciu wieków, ale całego tysiąclecia nie był w stanie spamiętać. W głowie miał tylko momenty, które mocniej wyryły się w jego twardym dysku.
Zobaczył kątem oka Rosemarie i Jamesa. Mieli już na sobie odzienia stosowne do epoki. Towarzyszyła im jakaś dama, podobna trochę do Rose. Nawet bardziej niż trochę... Co za statek. Pełno na nim sobowtórów.
Obaj nefile podeszli do trójki.
- Widzę, że już po przebierankach. Rosemarie, wyglądasz... inaczej. - Powiedział oglądając ją od stóp do głowy.
- Wyglądasz pięknie. - Powiedział młodszy Ced. - Znacznie lepiej niż wcześniej. - Spojrzał na Marię. - Pani również wygląda przeuroczo. Można poznać imię szlachetnej damy? - Cóż, dawny Ced był zdecydowanie lepiej obyty w obecnych czasach. W końcu z nich pochodził i był przyzwyczajony.
- Kapitan mówił coś ważnego? - Starszy Ced zwrócił się do Jamesa. - Hmmm. Nigdzie nie widziałem Nicolasa. Coś długo mu schodzi to opatrywanie ran.

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 330
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sro 14 Mar 2018, 23:39

Wow, podałeś fałszywe nazwisko, a ona i tak zauważyła! Niebywałe... *chichot* Nie bądź sarkastyczny, to do ciebie nie pasuje. Odezwał się... To na pewno przez dezorientację wywołaną pojawieniem się dwóch Rose, normalnie wymyśliłby coś o wiele lepszego.
- Ma panienka czujne oko - skomplementował Marię. - Owszem, kapitan jest synem mego wujecznego dziadka, to niezwykły zbieg okoliczności, że właśnie jego okręt nas wyłowił. Boża opatrzność jak nic.
Ugh... co ja gadam? Zaraz zaczniesz się modlić, chyba się staczasz. Miał nadzieję, że to przejdzie. Chociaż w sumie, czemu miałoby nie przejść? Wyglądają prawie identycznie, a nazwiska mają - wedle tej wersji - podobne. W rodzinie na pewno może zdarzyć się przypadek czegoś takiego. No dobra... Nikt tego nie kupi... Nie, gdy jednocześnie panienka Maria przechadza się ze swoim "niespokrewnionym" odbiciem, a za chwilę pojawia się dwóch Cedriców.
- Powiedział, że jest starożytną wiedźmą, a natura jego prawdziwej misji jest tak złożona, że i tak nigdy jej nie zrozumiemy - odpowiedział z poważną miną, po czym parsknął śmiechem. - Nie, właściwie to mój dobry wuj nie mówił nic ważnego. Rozmawialiśmy jedynie jakim zbiegiem okoliczności było to, że akurat on nas wyłowił.
Na wspomnienie Nico wzruszył jedynie ramionami. Nie wiedział co gdzie jest na statku i gdzie może być. Zresztą wspomniany osobnik chyba go nie lubił, więc jego dobrobyt nie leżał specjalnie na sercu rudzielca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Inne Czasy   

Powrót do góry Go down
 
Inne Czasy
Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Lucjusz Malfoy
» Misje, walki, eventy i inne
» Inne duperele o Elci

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Supernatural PBF :: Reszta Świata :: Inne miejsca-
Skocz do: