Gra Play By Forum na motywach genialnego serialu Supernatural.
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Inne Czasy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 107
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Czw 15 Mar 2018, 00:13

Rose i Ced&Ced i James

Maria spojrzała na Rose pełnym zdziwienia wzrokiem? "Pilnujemy porządku"? Chyba nie ona, przecież była kobietą. Jak niby dobrze ułożona panienka miałaby zajmować się podobnymi sprawami? Chyba praprababka Rosemarie nie umiała sobie wyobrazić jak coś takiego miałoby działać. Późniejszy protest panny z przyszłości wywołał jeszcze większe zamieszanie w głowie Marii.
- Co? No, ale... Babka jest starsza i powinnam się jej słuchać  - powiedziała, jednak widocznie nie do końca przekonana czy tego chce. - Jestem pewna, że wybrała mi doskonałego kandydata, który o mnie zadba. Miałabym sama złapać kogoś i tak po prostu go poślubić? Przecież to... niedorzeczne...
Ach, czyli rudy młodzieniec był krewnym kapitana. Byli do siebie zbyt podobni by to mógł być przypadek, wiedziała, że coś jest na rzeczy. Wtedy podeszło do nich dwóch mężczyzn... Bliźniaki? Chociaż jeden z nich - ten z bródką - był zdecydowanie lepiej wychowany.
- Maria Strickland - przedstawiła się. - A panowie to?
Na żart Jamesa spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko, trudno powiedzieć czy rzeczywiście rozbawiona, czy jednak po prostu zmieszana, nie wiedząc co zrobić.
- Najpewniej stary O'Conor wykorzystał go jako partnera do picia, podobno często serwuje swoim pacjentom mocne trunki dla znieczulenia... a później po prostu - stwierdziła młoda lady, słysząc o kimś u medyka. - Och, na pewno po tym wypadku musicie być głodni. Pewnie potrzebujecie chwili by porozmawiać po tak tragicznym wypadku, więc zostawię was i ponaglę kapitana byście zjedli dzisiaj z nami. Kapitan zazwyczaj woli jeść razem z żołnierzami tę ich breję, tylko mnie każe gotować coś innego, ale dzisiaj będzie musiał się poświęcić.
Maria uśmiechnęła się do Rose, po czym oddaliła wolnym krokiem. Wydawała się dość zadowolona mogąc w końcu coś robić.


***

Nico

O'Conor roześmiał się i zabrał Nico do okrętowego kucharza, który pracował już nad jakimś podejrzanie wyglądającym - acz pachnącym nie najgorzej - gulaszem.
- Dobry, Harry, poproszę dwie miski twego specjału. Wygrzeb kilka kawałków prawdziwego mięsa jeśli zdołasz - medyk uśmiechnął się krzywo do mężczyzny przy kotle. - Mamy dzisiaj specjalnego gościa.
Kucharz spojrzał na przybyszy krzywo, coś mruknął, coś tupnął, ale po chwili dał im dwie michy pełne gorącego gulaszu z kaszą. Na szczęście załoga jeszcze nie musiała żywić się sucharkami. O'Conor zaś do posiłku wyciągnął z własnych zapasów kolejną flaszkę czegoś mocniejszego.
- No to... Zdrowie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 133
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Czw 15 Mar 2018, 13:42

W drodze do kucharza, zadbał aby w końcu przebrać się w coś tutejszego. W kajucie pachniało całkiem smacznie, toteż Nico zrobił się jeszcze bardziej głodny. Nie odstraszał go nawet widok - niezbyt apetyczny - potrawy.
Odebrał miskę z wdzięcznością i prawie natychmiast zaczął pochłaniać strawę. Wkrótce - niemal z prędkością błyskawicy - danie zniknęło. White beknął z cicha i rozparł się na krześle, odbierając butelkę i pociągając łyka.
- No! To przystawka z głowy. Przydałaby się jeszcze jedna miska. Albo od razu dwie, żeby nie latać dwa razy. - uśmiechnął się szeroko i oddał butelkę towarzyszowi...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 312
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Czw 15 Mar 2018, 18:04

Czyli jednak zasiała ziarenko niepewności, była z siebie wręcz dumna. Oczywiście nie wyskoczy teraz z transparentem "prawa wyborcze dla kobiet, równa praca równa płaca" czy innymi takimi, na to zdecydowanie za wcześnie, ale był to już mały sukces.
-Ależ nikt nie mówi o łapaniu i pośpiechu. Mowa o poznaniu doskonałego kandydata i ewentualnym przedstawieniu go babce. Na pewno jeśli byłby to dobry wybór, to rozważyłaby go i może nawet się zgodziła. W końcu i ty masz swój rozum i będziesz potrafiła mądrze wybrać - próbowała dalej wiercić.
Gdy rusy "zażartował" jęknęła w duchu. Serio? Są na pokładzie jakiejś wiedźmy? Wiedźma... oj, jak zwał tak zwał. Magicznego świra. Świra na pewno, jeśli usposobienie było cechą rodzinną, a pewnie była wręcz sprzężona z kolorem włosów.
Równie wiele pytań miała do Cedrica... raczej przyszłej wersji, bo z obecną dziwnie było jej rozmawiać. Długowieczność, nadludzka siła, no i to jak na nią zareagował. Miała swoje małe podejrzenia kim mógł być, ale nie chciała wyprzedzać faktów.
-Och, jeśli jest tam alkohol, to przepadł na całego - pokręciła tylko głową.
Gdy Maria zniknęła patrzyła to na Jamesa, to na Cedriców.
-Dobra... mało komfortowa sytuacja... - mruknęła. - Chyba nie mamy teraz większego wyboru i płyniemy do Ameryki, co jest nam raczej nie po drodze przy gonitwie za demonem. Czy Cedric... ten tutaj... ja was chyba ponumeruję... w każdym razie, pewnie masz jakieś swoje plany, ale może pomógłbyś nam w tym jednym polowaniu? Chyba im szybciej stąd znikniemy tym lepiej dla wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 90
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Czw 15 Mar 2018, 20:36

Obaj nefile spojrzeli na Jamesa z konsternacją i zdziwieniem na twarzach. Mówił poważnie? Dopiero gdy ten zmienił wszystko w żart to miny im lekko złagodniały. Oboje pomyśleli, że dobrze to wymyślił z tym "wujem". Wygodna wersja, w którą raczej wszyscy powinni uwierzyć.
Gdy Lady Maria zapytała o ich godność odezwali się jednocześnie:
- Cedric Northman.
- Cedric Northman.
Spojrzeli na siebie z minami mówiącymi "to moje imię, nie dam ci go!".
- Znaczy...
- Ja jestem Cedric, a on sobie tylko żarty robi... Proszę mu wybaczyć.
Ced spojrzał na drugiego siebie marszcząc brwi. Nie protestował jednak. Trzeba będzie rzeczywiście ustalić kto się jak nazywa, bo z tym samym imieniem będzie to wyglądać dziwnie.
Gdy Maria się oddaliła wreszcie mogli porozmawiać swobodnie o sytuacji w której się znaleźli. Na pierwszy rzut oka była ona - krótko mówiąc - nieciekawa.
- Mało komfortowa sytuacja? - Odezwał się starszy Ced. - Delikatnie powiedziane. Jesteśmy w głębokiej dupie. Jak pewnie zauważyliście... - Wskazał na swoje młodsze ja. - Żyję już cholernie długo i nigdy nie byłem w większym bagnie. Jakiś demon wrzucił nas do innych czasów... nie wiemy gdzie jest on ani koło, które za to odpowiada. Może być na drugim końcu świata... Mamy, że tak się wyrażę... zamaszyście przejebane. - Skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na horyzont. Nowy Świat w starych czasach... Pamiętał, że praca łowcy była wtedy raczej spontaniczna. Trafiałeś na potwora - zabijałeś go. W XXI wieku był internet, dzięki któremu zawsze było co robić. Znalezienie demona czy wampira nie było problemem. Tutaj jest inaczej... trudniej.
Dawny Ced patrzył ze zdziwieniem na swoje starsze odbicie nie mogąc się nadziwić ilości nietypowych sformułowań. Dziwnie mówili w tej przyszłości. I ten akcent... taki niechlujny. Czy brytyjska cywilizacja nie panuje nad światem w przyszłości? Zawsze myślał, że brytole w końcu zagarną cały glob.
-Zarabiałem uczciwy grosz na brytyjskich okrętach. Nie miałem żadnych konkretnych planów... Ale byłbym idiotą nie chcąc pomagać samemu sobie, więc możecie mnie uznać za sprzymierzeńca. Trzeba was wysłać do waszych czasów bo inaczej dużo rzeczy może się spieprzyć. Mówiliście coś o jakimś kole... Jakieś pomysły gdzie ono może być?

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 321
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Czw 15 Mar 2018, 22:00

- Nie mówiliście, że jest alkoholikiem - poskarżył się, odnosząc się do uwagi Rose o Nico, jednak dopiero po odejściu Marii. - Może demon też płynie do Ameryki? W końcu gdzieś musi być, a obecnie cała masa ciekawskich ludzi pcha się na zachód. Ktokolwiek natomiast go wkurzył do tego stopnia by podróżować w czasie musiał być całkiem nietuzinkowy.
Cedric&Cedric postanowili w tym momencie wyłożyć reszcie jak bardzo jet źle, acz ten drugi - lub pierwszy, jak kto woli - zaproponował im pomoc, więc był to zawsze jakiś plus. Tylko trzeba na niego uważać bardziej, bo jak ten ich zginie, to jeszcze trudno, ale jak wcześniejszy padnie, to stracą dwóch. Szczerze mówiąc, to panienka Maria miała rację z tym jedzeniem, James po jej słowach zorientował się, że jest bardzo głodny. Ile nie jedli? W barze alkus zabronił, bo "trzeba jechać wcześnie". Ugh... Pff... Phi... Na aukcji nie jedli, a później z tego co im wiadomo wyrzuciło ich gdzieś w środku nocnego sztormu, a na okręcie ocknęli się jakoś rano. Czyli... Długo byli głodni. Zjadłbym jakieś ciasto... Na statku raczej nie uświadczysz ciasta. W ogóle w tych czasach mało swoich ulubionych rzeczy uświadczysz. Coooooooo? *mocno spanikowane* Ja chcę do domu ;-;
- Ja bym coś najpierw zjadł, tak jak nasza miła gospodyni statku proponowała - oświadczył i przeciągnął się. - I trochę odpoczął myśląc... Nie mamy pojęcia gdzie jest demon, nie mamy pojęcia gdzie jest koło, a ten transport przez czas chyba trochę marnie na nas wpłynął. Jeden dzień, pozbawiony zresztą wielkich możliwości, na regenerację sił to raczej rozsądne rozwiązanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 107
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Czw 15 Mar 2018, 22:05

Rose i Ced&Ced i James

Wiatr muska lekko ich skórę. W sumie każdy może odczuć pusty żołądek i głód, a jak wiemy nie najlepiej walczy się ze złem bez pożywienia. Lekkie zawroty głowy towarzyszące podróży w czasie, które wcześniej pozbawiły ich przytomności, nadal są lekko odczuwalne. Podobnie zmęczenie i ból mięśni po krzywym "śnie" w szalupie miotanej falami i później na pokładzie.


***

Nico

Medyk zgodził się z Nicolasem i ruszyli po dokładkę. Tym razem obsłużył ich pomocnik kucharza, dając im dodatkowe porcje raczej by wyrzucić ich z kuchni, niż z dobroci serca. Musiał szybko lecieć pomóc swojemu przełożonemu, który szykował obiad dla płynącej na statku panienki i kilku innych osób, ponieważ dama tak sobie dzisiaj zażyczyła. Ze względu na nadmiar pracy był więc dziś wyjątkowo... burkliwy. Każdy na statku uważał lady Marię za uosobienie dobra, kucharz również, acz był on dość zrzędliwym osobnikiem. Tak czy inaczej O'Conor i Nico dostali swoje jedzenie, a medyk wyciągnął kolejną flaszeczkę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 133
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 18:13

Był niezwykle rad, że dano mu kolejną porcję... I kolejną butelkę. Acz z tego drugiego już mniej się cieszył. Gdzieś tam w zamglonej podświadomości ktoś krzyczał, że nie powinien akurat teraz upijać się na amen. Z drugiej jednak strony... Czemu by się nie upić..? Z tego co wiedział, nigdzie nie było tego czarnego skurwysyna i raczej nie wiedzieli gdzie on jest. Byli gdzieś na oceanie i gdziekolwiek by nie płynęli, jeszcze jakiś czas im to zajmie.
Niestety ten ktoś w zamglonej podświadomości wciąż krzyczał, że nie czas na tak ostre picie i Nico nie potrafił go zagłuszyć. Czuł się już miło wstawiony, w końcu wyczyścili już dwie butelki. I to w dość szybkim tempie.
- Ja chyba podziękuję za kolejną. - ruchem głowy wskazał nową flaszeczkę. - Ledwo się przebrałem i chyba powinienem pokazać się waszemu kapitanowi... I znaleźć moich towarzyszy. Dziękuję za wszystko. - na myśli miał zarówno opatrzenie rany, jak i towarzystwo. - Jeżeli będzie taka możliwość, z pewnością ponownie nie pogardzę dobrym towarzystwem. - dojadł swoją porcję, po czym pożegnał się skinieniem głowy. Wstał i lekko chwiejąc się na nogach, ruszył na pokład szukać swoich towarzyszy...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 312
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 22:23

Próbowała być delikatna. Jak widać Cedricowi na tym nie zależało i wyraził się zdecydowanie dobitniej. I ciężko było odmówić mu racji. Nie było dobrze, w sumie w tej chwili niewiele też mogli. Przynajmniej mieli wsparcie jego wcześniejszej wersji, a może i magiczny kapitan nieco im pomoże. Pozostawało więc czekać na okazję, kiedy będą mogli coś zdziałać... i tak, opcja zjedzenia czegoś była bardzo kusząca. W sumie wcześniej o tym nie myślało, ale na samo wspomnienie o jedzeniu aż zaburczało jej w brzuchu.
-Tak... w tej chwili nie będę wybrzydzać, zjem wszystko - mruknęła. - A potem drzemka jest bardziej niż pożądana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 107
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 22:44

16 kwietnia 1749 roku - trochę po północy



Wszyscy

Noc była mglista i pochmurna, acz jasne światło księżyca od czasu do czasu przebijało się przez luki w przesłaniających je obłokach. Teraz nie była jednak taka chwila, a na pokładzie panowały ciemności rozjaśnione jedynie kilkoma rozpalonymi kagankami. Wtedy się zaczęło... Z gęstej mgły otaczającej brytyjski statek wysunął się cicho inny okręt, którego załoga z gwałtownym rykiem rzuciła się do abordażu zeskakując na pokład z lin. Jeden z brytyjskich żołnierzy krzyknął i wystrzelił w stronę napastnika, acz chybił i padł chwilę później przeszyty ostrzem. Zaalarmowało to jednak zdecydowanie resztę. Stojący obok sternika porucznik Westcourt spojrzał na pokład otwierając lekko usta w zdziwieniu spowodowanym niespodziewanym atakiem, lecz szybko otrząsnął się i dobył szpady.
- Alarm! - krzyknął, zbiegając po schodach i dołączając do żołnierzy na pokładzie, próbując zorganizować linię oporu przed wejściem do kapitańskiej kajuty, a przy okazji odcinając też napastnikom drogę pod pokład. - Piraci!

***

Rose

Rose jako damy nie wypadało upychać z marynarzami - byłoby to wysoce niestosowne - więc lady Maria i kapitan zgodzili się, że będzie dzielić kajutę z panną Strickland. Teraz też obie zostały wyrwane ze snu przez szczęk stali, wystrzały i krzyki jakie zapanowały na pokładzie...
- Hmph... - mruknęła młoda lady wybudzając się ze snu. - Co tam się dzieje?

***

Ced&Ced i James i Nico

Panowie otrzymali koje wraz z żołnierzami i marynarzami pod pokładem, nie były szczególnie wygodne, acz lepsze niż podłoga. Odgłosy walki poderwały ich przez położenie nawet szybciej niż obecne na okręcie damy, podobnie jak wszystkich brytyjskich żołnierzy odpoczywających wokół. Kiedy wstali ktoś nawet rzucił im po szpadzie!
- Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa... - dało się słyszeć O'Conora, który siedząc w samej bieliźnie ładował pistolet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 312
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 23:05

Rose potrzebowała chwili, by zorientować się co się dzieje. Krzyki, metal, rumor... było źle. Oj było źle. Sięgnęła do paska i przeklęła pod nosem nie znajdując tam żadnej broni. No rzesz jasna cholera. Słysząc blisko siebie głos miała ochotę kląć nawet bardziej. O nie, nie, nie. Jej babki nikt nie tknie.
-Szybko! - chwyciła ją za ramię i niemal wepchnęła do szafy, po czym szybko schowała swoje posłanie.
W tej chwili wyglądało to tak, jak gdyby kajutę zajmowała tylko jedna osoba. I jeśli źle pójdzie tam na pokładzie, ale dobrze tutaj, to za tę osobę wezmą ją i nawet nie pomyślą, by szukać jeszcze kogoś. Póki co rozejrzała się po kajucie próbując znaleźć cokolwiek, co nadawałoby się do obrony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 107
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 23:15

Rose

Zanim Maria zdążyła zrobić cokolwiek poza wykrzyknięciem "Och!", została wepchnięta do szafy, a drzwiczki za nią zamknięto. Zastukała rączkami o blokującą jej wyjście na świat zaporę i słyszalnie tupnęła nogą we wnętrzu mebla. Najwyraźniej babka nie była zadowolona z traktowania jakie zafundowała jej wnuczka.
- To oburzające i niestosowne! - dało się słyszeć ze środka stłumiony, acz zdecydowanie oburzony głos.
Czy Rose miała coś do obrony? Cóż... Na stole obok misy z jabłkami leżał nożyk do obierania owoców, poza tym trudno było tu raczej o broń. Panna Westcourt powinna zwrócić również uwagę na fakt, że miała na sobie jedynie koszulę nocną, która nie była zbyt bojowym ubiorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 321
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 23:22

Śniło mu się, że śpi w swoim mięciutkim i wygodnym łóżeczku w Los Angeles, z Lucjuszem wyciągniętym gdzieś koło nogi i pełną lodówką czekającą z wielobarwną ofertą śniadaniową. Niestety ten słodki sen został zburzony przez wystrzały, szczęk metalu i wrzaski. Ugh... Co do cholery... Wstawaj, ktoś atakuje statek! *pisk* Agh... Już, już... James podniósł się i przetarł szybko oczy. Dobrze, że tutaj mogli właściwie spać w ubraniu... Zeskoczył z koi i wciągnął ustawione w pobliżu buty, a gdy tylko się wyprostował jakiś mężczyzna w czerwonej kurcie wcisnął mu w ręce szpadę. Zajęcia szermierki ze studiów się na coś przydadzą. O ile nikt nas nie zastrzeli... Nie oglądając się specjalnie na resztę, rudy pobiegł w stronę schodów na pokład dołączyć do zamieszania. Miał przynajmniej taką przewagę, że wyglądając jak kapitan mógł liczyć na to, że Brytyjczycy nie pomylą go z piratem. Powinniśmy krzyknąć "Za królową", czy coś takiego? Teraz jest przecież król. Nic nie krzyczymy! Rudzielec wypadł na pogrążony w chaosie pokład i wyszczerzył się rozradowany. Ach... to będzie zabawa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 312
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pią 16 Mar 2018, 23:31

-Cicho, ktoś atakuje statek! - uciszyła ją jeszcze. Co z tego, że ją ukryje, jeśli zdradzi swoją obecność takim marudzeniem.
Nożyk znalazła, jest to już jakiś plus. Mały, tak jak nożyk, ale jest. Plącząca się koszula nocna uświadomiła jej jednak, że jej strój nie do końca nadaje się do walki. Kolejne przekleństwo. W szafie była babka i sterta sukien, nie było więc nawet co tam zaglądać. Gdzieś w rogu leżała jej czerwona sukienka, niewiele lepsza od koszuli nocnej. Z kajuty wyjść nie mogła, bo zapewne od razu trafiłaby w wir walki, a obecnie nie była na to gotowa. Za jakie grzechy nie mogła mieć teraz pod ręką pary choćby najprostszych spodni?
-Masz tutaj jakieś męskie ubranie? Spodnie, koszula, cokolwiek? - spytała z raczej nikłą nadzieją, ale nie liczyła na wiele.
A jednak, dostała burkliwą odpowiedź. Normalnie pewnie zastanawiałaby się skąd u damy taki ubiór, teraz jednak z radością zdjęła z siebie koszulę nocną i założyła chociaż odrobinę normalniejsze ubrania.
-Masz tu siedzieć, nawet nie wychodź! - krzyknęła jeszcze biegnąc do drzwi.
Póki co miała nożyk, ale jak dobrze pójdzie, to gdzieś blisko drzwi znajdzie jakiegoś trupa, a co ważniejsze, jego broń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 133
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 17 Mar 2018, 08:54

Zerwał się z łóżka, kiedy obudziły go hałasy, jednak szybko tego pożałował. Wypity alkohol zakręcił mu się w głowie i żołądku, musiał więc chwilę odczekać. Zlazł na deski i wcisnął na nogi buty, wtedy jakiś żołnierz wcisnął mu szablę i zniknął. Zaklął szpetnie i z przymrużonymi oczami ruszył w stronę schodów na pokład. Wypadł na niego i rozejrzał się w sytuacji. Następnie pognał w stronę sojuszników w czerwonych kubrakach...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 90
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 17 Mar 2018, 13:38

Cedric długi czas po posiłku stał przy burcie i gapiąc się w ciemny ocean myślał o całej tej sytuacji. Podróże w czasie? Tego jeszcze nie było. Myślał dotychczas, że to niemożliwe... a jeśli już to tylko dla Boga. Ten świat cały czas go zaskakuje, ale w takim zawodzie to nie ma się co dziwić.
Mniej więcej przed północą udał się pod pokład, gdzie marynarze razem z łowcami już spali. Załoga pozwoliła im zająć wolne koje. Na statku kupieckim, którym płynął jeszcze dzień temu musiał spać na workach z mąką, więc taka odmiana była stosunkowo miła.
Jego starsza wersja już spała. Musiał być chyba wycieńczony tą całą podróżą w czasie. On sam położył się kilka kroków dalej i przez długi czas próbował zasnąć.
Nie udało się. Zamiast tego w głuchej, nocnej ciszy rozległ się strzał. Nefil zerwał się natychmiast. Kilku żołnierzy również. Usłyszał krzyki. Wśród nich dało się zrozumieć jedno słowo. Piraci... Szlag.
Jakiś żołnierz rzucił mu dwie szpady.
Ced obudził się słysząc zamęt pod pokładem. Dawno nie spał tak mocno. Wszyscy wokół krzyczeli i masowo zrywali się na nogi. Ubranie miał już na sobie, dzięki czemu zaoszczędził trochę czasu. Usłyszał, że chodzi o piratów i zaklął soczyście w staroszwedzkim. Co jeszcze? Cholerny kraken?
Sięgnął pod kubrak i wyjął pistolet. Zostały trzy kule w magazynku i jedna w komorze... Postanowił nie marnować tak cennych nabojów z pułapkami na demony. Poza tym, jakby brytole zobaczyli, że strzela z czegoś takiego to zaraz zaczęłyby się pytania. Wolał ich uniknąć. Zamiast pistoletu chwycił za nożyk, którym chciał wcześniej zabić Arthamusa. Na ludzi nadawał się równie dobrze...
Wstał i z nożem w ręku skierował się do schodów prowadzących na pokład.
- Hej! Łap!
Usłyszał swój własny głos. Odwrócił się i zobaczył jego dawną wersję rzucającą mu szpadę. Złapał ją w lewą rękę.
- Nada się lepiej niż ten kozik. W waszych czasach dalej walczą tak jak u nas?
- Nie. Ale szermierki się nie zapomina. - Ced wolał od lekkich szpad i szabli średniowieczne miecze, które bardziej pasowały do jego nadludzkiej siły. W końcu jednak jak każdy inny musiał z nich zrezygnować i nauczyć się machać lekkimi ostrzami. -Trzymamy się razem. Pamiętaj, że jak ty zginiesz to ja też.
- Nie mam zamiaru dzisiaj umierać - odparł z uśmiechem.
Oboje wybiegli na główny pokład, gdzie trwała już walka. Wszędzie unosiły się krzyki, pieśń stali i prochu.
- Na pohybeeeeeel!!!
- Na pohybeeeeeel!!!
Krzyknęli razem i rzucili się do walki.

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 107
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 17 Mar 2018, 14:10

Wszyscy

Rose podbiegła do wyjścia na pokład, spodnie i koszula były dobre, ale powinna pamiętać by uważać na stopy. W końcu bieganie boso, gdy na ziemi może walać się broń, a wokół przepychają się ludzie w żołnierskich butach mogło źle się skończyć. Ku radości panny Westcourt na pokładzie, około dwóch metrów od drzwi leżało nieruchome ciało jednego z piratów. Rozerwana czaszka sugerowała, że oberwał w głowę z pistoletu z dość bliskiej odległości, acz ważniejsze było to, iż jego broń leżała tuż przy nim.

Panowie w tym czasie rzucili się już w wir walki, a kilku brytyjskich żołnierzy nawet uniosło się radośnie na widok rudej czupryny, którą pomylili ze swoim kapitanem. Dwóch Cedriców radziło sobie świetnie, mając do dyspozycji nie tylko nadludzką siłę, a i liczące setki lat doświadczenie w walce bronią białą. James robił użytek ze swoich umiejętności szermierczych, a Nico radził sobie całkiem dobrze braki w walce podobną bronią nadrabiając obszerną wiedzą o walce wręcz.

Wszyscy włączyli się w wir walki, acz szybko ich uwagę przykuł mały szczegół, który mógł szczególnie skonfundować panów, którzy przecież nie byli Rose i nie posiadali samoświadomości o jej obecnym położeniu. Na środku pokład bowiem, krokiem prawie tanecznym, zgrabna blondynka w raczej nietypowym - bo dość męskim - jak na epokę ubiorze, potykała się z trzema brytyjskimi żołnierzami. Gdy zaś wychwycili jej lekko zbryzganą krwią twarz, nie sposób było nie poznać tak podobnych rysów twarzy i błyszczących, jasnobłękitnych oczu. Dziewczyna cięła jednego z Brytyjczyków w ramię, zwinnie uniknęła pchnięcia bagnetem ze strony drugiego, po czym uderzyła go łokciem w nos. Pomiędzy nią i piratami, z którymi atakowała widać było dwie różnice. Po pierwsze wielką przepaść w skuteczności, po drugie na razie starała się nie zabijać członków brytyjskiej załogi... Na razie... Na zbyt długie przyglądanie się nie było jednak czasu.
Jeden z piratów wpadł na uzbrojoną Rose, która wykorzystała jego początkową dezorientację swoim wyglądem by uderzyć go prosto w twarz i ciąć w ramię. Nico siłował się w chwili obecnej z jednym z korsarzy na deskach pokładu, obecnie będąc tym na górze i co jakiś czas starając się sprzedać przeciwnikowi mocny cios w twarz. James trafił na prawdziwego pirackiego artystę w machaniu szpadą, ale z całkiem rozbawioną miną dawał radę utrzymać swój kawałek statku. Dawny Cedric przebił jednego z korsarzy, po czym wyrzucił za burtę, a obecny... Trafił na mierzącego prawie dwa metry i szerokiego w barach niby byk. Atak szpadą zakończył się wytrąceniem jej z rąk Nefilima za pomocą... wiosła, po czym olbrzym uderzył go wielką niczym bochen pięścią w twarz i chwycił, unosząc nad ziemię i próbując zmiażdżyć.
W międzyczasie nie-Rose pozbyła się trzech Brytyjczyków i wpadła na porucznika Westcourta, który jako tako radził sobie lepiej od swoich podkomendnych, acz widać było, że długo nie pociągnie w walce ze złotowłosą. Na jego szczęście oficer dowodzący przybył mu z pomocą. Kapitan Edward w międzyczasie zdążył wyjść ze swojej kajuty, odstrzelił głowę nadbiegającego nań korsarza i przebijając się przez chaos dotarł do swojego podkomendnego, teraz razem z nim ścierając się z tancerką. Jeśli ktoś z naszych bohaterów stał wystarczająco blisko, mógł nawet usłyszeć ciekawą wymianę zdań.
- Szkocki pastuch... - warknęła dziewczyna, tnąc w nogi kapitana.
- Angielska jędza... - odpowiedział jednooki, parując cięcie i próbując kontrować w ramię.
Najwyraźniej się kojarzyli.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 312
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 17 Mar 2018, 16:03

Bieganie boso było problematyczne, szybko doszła do tego wniosku. Miała nieco oporów, by zgarnąć od kogoś buty, ale kiedy o mało nie rozcięła sobie nogi o jakąś szablę to zgarnęła buty od jakiegoś brytyjskiego marynarza i poleciała dalej.
Szermierka, nigdy nie lubiła szermierki. Uczyła się strzelać, ewentualnie rzucać. No bywało odcinanie łbów maczetą, ale z walką mieczem miało to niewiele wspólnego. Mimo to próbowała zrobić co się dało. I miała dziwne wrażenie, że piraci jej jakoś unikali... to temu, że była kobietą? Od kiedy niby ktoś taki miałby jakieś resztki honoru? Postanowiła się jednak tym nie przejmować i robić swoje.
W którymś momencie mignęła jej jakaś ruda czupryna. Nie była pewna, czy to James, czy jednak kapitan, ale lepszego punktu orientacyjnego nie miała, spróbowała więc przedostać się w tamtym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 133
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 17 Mar 2018, 20:33

Na pokładzie było istne piekło, panował totalny chaos. Kolejni piraci ładowali się na ich pokład bez specjalnego zaproszenia. Nico nie myśląc wiele, rzucił się na pierwszego z korsarzy. Po krótkiej wymianie ciosów bronią, zwarli się i zwalili na deski pokładu. Szczęściem, White był tym na górze i to on panował nad sytuacją, od czasu do czasu obijając twarz przeciwnika.
Kilka razy mignęło mu w oddali któreś z towarzyszy, chociaż co do nefilima nie mógł mieć pewności, którego widział. Przebiegł nawet obok niego sam kapitan, dołączając do przodka Rose w walce i ścierając się z jakąś młodą piratką. Łowca nie miał czasu przyglądać się jej bardziej, toteż nie był świadom zamieszania, jakie wprowadziła swoim wyglądem...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 321
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Sob 17 Mar 2018, 23:39

Krzyki, szczęk stali, okazjonalne wystrzały i adrenalina, dawno nie czuł się tak dobrze. Głównie dlatego, że ta część osobowości rzadko kiedy miała okazję się wyszaleć i teraz nadrabiała mimo swojej zazwyczaj odrobinę bardziej spokojnej i wyrachowanej natury. Pirat, na którego wpadł, był zdecydowanie godnym przeciwnikiem i stanowił niemałe wyzwanie, jednak rudzielec dawał sobie radę całkiem nieźle. Był tak zaabsorbowany potyczką, że nie zwrócił jeszcze uwagi na wygląd potykającej się z oficerami panienki, acz ze swoim rywalem zawędrował w ich okolice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 90
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Nie 18 Mar 2018, 15:13

Walka, walka, walka! Wszędzie walka! Jak za dawnych czasów! Piraci wlewali się na pokład. Miecze tańczyły w ciemności. Prochowy dym przysłaniał trochę pogląd na sytuację, ale nefilowi zdawało się, że brytole wcale nie przegrywają. Tak mu się zdawało...
Jego mięśnie dobrze pamiętały te wszystkie ruchy. Większość tych pirackich patałachów nie stanowiło wielkiego wyzwania. Trzymał się blisko swojego dawnego ja i co jakiś czas spoglądał w jego stronę. Nie był do końca pewny czy śmierć dawnego Ceda oznaczała by też śmierć jego samego... Nie chciał się jednak boleśnie o tym przekonać, dlatego musiał go pilnować.
Jedno spojrzenie w bok go zgubiło, bowiem jakiś wielki pirat zamachnął się na niego wiosłem a przez podzieloną uwagę nie zdążył odpowiednio zareagować. Miecz wypadł mu z dłoni i wylądował parę kroków dalej. Potem dostał potężny cios w mordę. Nie pamiętał kiedy ostatnio tak mocno zakręciło mu się w głowie. Poczuł krew w ustach. Gdy przeciwnik go złapał go i zaczął wielkimi łapami miażdżyć, Ced sięgnął po nóż do kieszeni kubraka z zamiarem wbicia go w gardło wielkoluda.
Pojedynkował się od dłuższej chwili z jakimś skocznym i zwinnym piratem. Musiał przyznać, że miał niezłe ruchy i potrafił się dobrze bronić. Wymieniali szybkie ciosy. Ced raz się cofał a raz kroczył naprzód. Gdy pirat wyciągnął zza pasa nabity pistolet i już celował by strzelić, nefil odchylił się w ostatniej chwili i dźgnął go w brzuch wyciągniętą ręką. Strzał przeszedł mu dosłownie koło nosa. Ced poprawił ciosem pięści w twarz, który aż obrócił przeciwnika, po czym przebił go szpadą na wysokości serca.
Gdy z pirata ulatywał ostatni dech, Ced wziął go za fraki i wyrzucił za burtę. Nie lubił jak trupy walają się pod nogami.
Po wszystkim rozejrzał się wokół. Zobaczył drugiego Cedrica w tarapatach i od razu popędził przebić mieczem pirata, który go trzymał.

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 107
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Nie 18 Mar 2018, 16:25

Rose przepchnęła się przez tłum piratów akurat do rudej czupryny Jamesa, który wciąż zawzięcie wymieniał ciosy z jednym z korsarzy. Cóż... Skoro pirat był zajęty... To nożyk do owoców wylądował w jego gardle, a on wylądował na deskach pokładu. Wolna chwilowo od przeciwników dwójka miała akurat okazję bo zobaczyć jak kapitan McLeod i porucznik Westcourt pojedynkują się z kolejnym klonem Rosemarie, chociaż młodszy oficer wciąż był w sporych kłopotach w czasie tego starcia.
Nico skutecznie przydusił swojego pirata, po czym ogłuszył go potężnym ciosem prosto między oczy. Kiedy tylko wstał zauważył, że inny korsarz biegnie na niego z bronią, acz w odpowiednim momencie uchylił się i przerzucił go za burtę. Rozległ się krótki wrzask i głośny plusk...
Cedric z sięgnięciem po nóż miał problem, ponieważ jego ręce były przyciskane do jego boków podczas procesu zgniatania, acz jego przeszła wersja przyszła mu z pomocą przebijając pirata szpadą. Pirat niestety nie zechciał umrzeć, a jęknął w bólu, puścił swoją ofiarę i odwinął się szybko uderzając przeszłego Cedrica na odlew wielką dłonią. Aż go odrzuciło... Ta chwila nieuwagi pozwoliła jednak Nefilimowi z przyszłości wyciągnąć nóż i wbić w gardło olbrzyma.
W tym momencie Westcourt został głęboko zacięty w ramię przez złotowłosą i potykając się przewrócił się do tyłu, nim jednak tajemnicza piratka i brytyjski kapitan zwarli się ponownie nad rannym porucznikiem przez zgiełk przebił się bardzo rozeźlony, kobiecy wrzask.
- Elizabeth Victoria Strickland! - panienka Maria stała w drzwiach prowadzących do kajut ubrana już w szybko przywdzianą suknię, z wściekłą miną, zaciskając drobne pięści w wyrazie olbrzymiego oburzenia.
Jednooki kapitan i jego przeciwniczka zamarli w pół ciosu, spoglądając na ten niecodzienny obrazek. Złotowłosa opuściła broń, a Szkot podążył w jej ślady, wywołując zmieszanie wśród stojących najbliżej ludzi, którzy również zaprzestali walki zaciekawieni przedstawieniem.
- Przerwać walkę! - krzyknęli praktycznie jednocześnie, a piraci i Brytyjczycy zdezorientowani zamarli w oczekiwaniu.
- Masz tupet pokazując się tutaj w taki sposób - burknęła Maria dźgając drugą dziewczynę palcem w pierś.
Piratka w odpowiedzi uśmiechnęła się i oparła dłonie na biodrach.
- Ciebie też dobrze widzieć, siostrzyczko - powiedziała. - Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam, że tutaj jesteś.
- To ma być w... - zaczęła jej bliźniaczka, gdy porucznik z głośnym stęknięciem podniósł się z desek. - Na Boga... Co ci się stało? - zapytała, a gdy odpowiedzią było jedynie zmieszane spojrzenie na Elizabeth z zakrwawioną szpadą u nogi wściekłość jeszcze bardziej zawrzała w oczach panienki. - Ugh... Trzeba to natychmiast obejrzeć - warknęła, po czym złapała porucznika i bez słuchania sprzeciwów pociągnęła za sobą.
- Ci piraci to wasi ludzie?
- Wynajęci...
- Świetnie - kapitan uśmiechnął się pod nosem, podnosząc szpadę do gardła dziewczyny zanim ta uniosła swoją, a obserwujący sytuację żołnierze momentalnie wycelowali broń w korsarzy. - Rozbroić ich i zamknąć, przejąć i przeszukać statek! Zająć się rannymi!
- Stanley nie będzie zadowolony - skrzywiła się Eli, zabijając jednookiego wzrokiem.
- Ludzie Pisma jeszcze go nie zabili? - zapytał rudy, mało przejęty spostrzeżeniem.
- Jakoś na razie nie mieli ochoty...
- Zostawcie - nakazał kapitan, gdy dwóch Brytyjczyków podeszło związać dziewczynę. - Weźcie tylko jej broń. Lady Elizabeth Strickland będzie naszym honorowym gościem - oznajmił, opuszczając broń, kiedy ta złotowłosej znalazła się poza jej zasięgiem. - Skoro nie przez siostrę, to czemu zawdzięczamy ten atak? Poszukiwacze zajęli się w końcu zwykłym piractwem?
Dziewczyna skrzywiła się na taką sugestię.
- Ścigam demona, który zaatakował moją załogę - odpowiedziała sucho. - Jego trop doprowadził mnie do tego statku...
W tym momencie rozglądając się dostrzegła Rose i Jamesa, a może i resztę, jeżeli podeszli do źródła zamieszania.
- No, no, no... Co my tu mamy - odezwała się, skupiając wzrok na pannie Westcourt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cedric

avatar

Liczba postów : 90
Na forum od : 19/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Nie 18 Mar 2018, 18:54

Ced siłował się by ręką dosięgnąć chociaż skrawka noża pod kubrakiem. Z grymasem bólu na twarzy próbował wyrwać się z uścisku, ale wielki pirat był silny jak demon. No może nie dosłownie... ale wampirowi mógłby dorównać.
Nagle z jego brzucha wyszło zakrwawione ostrze. Drogi Ced przebił go od tyłu, jednak pirat był wytrzymały i nic sobie nie zrobił z drobnej niedogodności jaką była szpada pod żebrami. Odwrócił się i walnął jego młodsze ja tak mocno, że tamten poleciał dwa kroki w tył i wylądował na deskach. Ced nie tracił czasu. Wyciągnął nóż i wbił go w kark tego skurczybyka. Gdy wyciągnął ostrze, krew siknęła tak mocno, że poplamiła kubrak jakiemuś brytyjczykowi walczącemu nieopodal z innym piratem.
Wielkolud padł na ziemię. Gdy młodszy Ced podniósł się z desek, starszy kiwnął mu głową porozumiewawczo, na co on odpowiedział tym samym.
Chwycił szybko swoją broń, która leżała niedaleko i razem z drugim nefilem pobiegli bliżej kapitana. Tam było zdecydowanie najgoręcej.
Zobaczyli rudego kapitana walczącego z... Rosemarie? Starszy Ced zmarszczył brwi i przyjrzał się lepiej. To nie mogła być Rose... nie wyglądała też na lady Marię... kolejny klon? Ile ich jeszcze będzie?! To już czwarta Rose którą widzi w życiu! CZWARTA!!!
Jakiś dwóch piratów zagrodziło im drogę do kapitana i porucznika potykających się z blondyną. Skrzyżowali miecze i wymienili kilka ciosów, jednak zanim zdążyli wyrządzić sobie jakąkolwiek krzywdę, rozległ się krzyk i wszyscy nagle zatrzymali się w miejscu.
Ced słyszał jak Rose-dama opierdala Rose-piratkę. Brzmiały jak siostry... Ciekawe.
Potem kapitan wydał rozkaz rozbrojenia i zamknięcia atakujących. Żołnierze zaczęli wykonywać polecenie i na pokładzie zrobiło się nieco mniej nerwowo.
- Ooo... jeszcze jedna - powiedział młodszy Ced widząc Rose-piratkę.
Podeszli bliżej.
- Dobrze słyszałem? Stanley? - Był niemal pewien, że usłyszał jak ten demon wymawia to nazwisko. - Chyba wiemy o jakiego piekielnika chodzi. Był czarny i dziwnie ubrany?

_________________
Wszystko się kiedyś kończy. Nawet nieśmiertelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 312
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Nie 18 Mar 2018, 21:13

W sumie jak na taką jatkę przedzieranie się między ludźmi nie było wcale takie trudne. Powiedziałaby, że nawet zbyt łatwe, ale może kiedy przy twoich nogach pada trup nie wypadało jednak tego mówić. Kiedy w końcu dotarła na miejsce udało jej się przyporządkować rude włosy do Jamesa, natomiast walczącego z nim pirata uznała za element niepożądany, dlatego szybko zakończył walkę z nożykiem w szyi, a ona tylko wytarła ręką krew z twarzy, chociaż w sumie to chyba tylko bardziej ją rozmazała. Pewnie jakoś skomentowałaby obecną sytuację, gdyby nie malujący się niedaleko obrazek. Kapitan, jej dziadek i... jasna cholera, ile można? Patrzyła na tę scenkę wielkimi oczami, które powiększyły się jeszcze bardziej, gdy oberwał jej przodek, a niemal wyszły z orbit, kiedy pojawiła się Maria. No, od tej strony jej nie znała. W sumie właśnie opieprzała swoją... siostrę? Zaraz, siostrę? To która w końcu była jej babką? Wiele kosztowało ją, by nie otwierać ust ze zdziwienia i jedynie przyglądała się poczynaniom pozostałej na pokładzie parki. Gość... wynajęci piraci... demon... ludzie pisma... nie, ona wysiada. Nieważne, że byli pośrodku oceanu, będzie skakać przez burtę. U rekinów będzie normalniej niż tutaj. A była już tego absolutnie pewna, kiedy prowodyrka całego zamieszania utkwiła w niej wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James

avatar

Liczba postów : 321
Na forum od : 21/07/2014
Skąd : Edynburg

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Nie 18 Mar 2018, 21:54

Wciąz zmagał się ze swoim zręcznym przeciwnikiem, gdy nagle znikąd wynurzyła się Rose i dźgnęła mężczyznę prosto w szyję nożykiem, w drugiej dłoni dzierżąc szpadę. Gdy mężczyzna opadł złotowłosa próbowała wytrzeć z twarzy krew, co jednak poskutkowało jedynie rozmazaniem jej po całym policzku. Woah... pomyślała pewna mordercza dusza, spoglądając oniemiała na ten jakże uroczy obrazek. *pisk* Mówiłem, że jest straszna... Mhm... Zaraz... Czy on? Cudo. No nie, niemożliwe... Wtem walka zamarła, a James odzyskał jako taka świadomość tylko po to by ujrzeć... Drugą Rose, która kłóci się z trzecią Rose. Dla pewności zerknął na Rose obok siebie żeby upewnić się, że ciągle tam jest. Była. No nieźle, ile ich jeszcze jest? Myślicie to samo co ja? Nie... Nie... Najnowsza Rose wydawała się zainteresowana ich Rose, a pamiętając jak niedawno cięli go co chwile srebrem i co powiedziała ich złotowlosa postanowił sprostować.
- Nie jest zmiennokształtną - powiedział, pokazując na Rose-Rose kciukiem, a po krótkiej refleksji odnośnie swojego wyglądu dodał - Ja też nie...
Interesujące spostrzeżenie miał za to Cedric, który wychwycił, że padło nazwisko wspomniane również przez demona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas White

avatar

Liczba postów : 133
Na forum od : 26/07/2014

PisanieTemat: Re: Inne Czasy   Pon 19 Mar 2018, 12:18

W końcu udało mu się ogłuszyć pirata. Natychmiast zerwał się na równe nogi i rozejrzał po pokładzie. Walki trwały w najlepsze a kolejny z korsarzy szarżował na niego z bronią w ręku. Łowca zwinnie uchylił się i wykorzystując impet przeciwnika, wyrzucił go za burtę. Podniósł leżącą w pobliżu szablę i doskoczył do kolejnego wroga.
W tym momencie zaczęło dziać się coś niespodziewanego. Panna ze statku zaczęła coś krzyczeć do piratki, a potem obie strony rozkazały przestać walczyć. Nico nie mógł się jednak powstrzymać i sprzedał przeciwnikowi prostego w nos. Potem nastąpiła wymiana zdań, po której piraci zostali aresztowani.
Czyli było już po wszystkim. Oddał szablę jakiemuś brytolowi i rozejrzał się w poszukiwaniu O'Conora. Miał nadzieję, że medyk nie dał się korsarzom...

_________________
Dopóki su­mienie pa­mięta, wi­ny nie zapomnisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Inne Czasy   

Powrót do góry Go down
 
Inne Czasy
Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Lucjusz Malfoy
» Misje, walki, eventy i inne
» Inne duperele o Elci
» Ogłoszenia inne. Mniej i bardziej drobne.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Supernatural PBF :: Reszta Świata :: Inne miejsca-
Skocz do: