Gra Play By Forum na motywach genialnego serialu Supernatural.
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wypocinki Rose

Go down 
AutorWiadomość
Rosemarie

avatar

Liczba postów : 325
Na forum od : 21/07/2014

PisanieTemat: Wypocinki Rose   Pon 24 Lis 2014, 20:40

Nie bić, nie zabijać, za wszelkie kalectwa i upośledzenia po lekturze nie odpowiadam. A jak coś nie pasuje to mówić. Wersja alfa, pierwsza, jedyna, niepoprawiana, na to proszę zwalać, jak coś jest źle.



Teatrzyk snów


W pewnym miejscu i czasie, których nawet najwięksi filozofowie i naukowcy nie potrafiliby określić, istniała przepiękna kraina. Ludzie dawali jej różne nazwy, przynajmniej ci, którzy do niej trafiali. Ich wizyty są zawsze krótkie, czasami pojedyncze, czasami powtarzające się co noc… najczęstszą nazwą tego miejsca jest teatrzyk snów.
W wielkim błędzie są ci, którzy sądzą, że ludzie w snach trafiają w to samo miejsce. Nie, ludzkie sny są zbyt różnorodne, by zmieścić się w jednej rzeczywistości. Nie da się ich upchnąć w jeden schemat. Dlatego są różne krainy. Niektóre bardzo realistyczne, większość fantastyczna i surrealistyczna, niezwykle radosne, inne straszne. Jeszcze inne stworzone tylko na jeden sen, a potem zapomniane przez swego stwórcę. Tak indywidualne, jak tylko może być odzwierciedlenie umysłu i wyobraźni ludzkiej.
Teatrzyk snów był dosyć wyjątkowy. Wszystko, od krajobrazu, przez zwierzęta, aż po ludzi wyglądało jak z kukiełkowego teatrzyku. Było to jednak tło, jedynie miejsce, gdzie znajdowało się samo centrum snu. Tutaj nie byłeś jego uczestnikiem, tutaj przychodziłeś na spektakl. Błądząc chwilę po tej krainie odnajdywałeś ogromny, drewniany wóz. Wyglądał pięknie, zrobiony z błyszczącego, ciemnego drewna, o czerwonym dachu i kolorowych osiach kół. W realnym świecie takie wozy nigdy nie były tak piękne jak ten tutaj. Naprzeciw niego siedziała już zazwyczaj spora grupka innych śpiących czekających, co będzie dalej. Tu mogłeś spotkać każdego. Małą dziewczynkę, która poprzedniego dnia pierwszy raz widziała taki teatrzyk i teraz chciała do niego wrócić, lalkarza z prawdziwego świata, który nawet we śnie nie potrafił zapomnieć o pracy i szukał nowej inspiracji. Byli też dorośli, a nawet staruszkowie, pragnący przez tych parę sennych chwil wrócić do czasów dzieciństwa. Kiedy usiadłeś na ziemi czasami musiałeś jeszcze chwilę poczekać, a czasami od razu rozpoczynało się przedstawienie.
Kurtyna z boku wozu odsłaniała się i mogłeś podziwiać niesamowity pokaz lalek na sznurkach. Każdy występ był unikatowy, każda historia pokazywana tylko raz. Scenerie przystosowane do odgrywanej właśnie sztuki, z niesamowitą ilością detali. Lalki miały zapierające dech w piersiach stroje, specjalne dla tego konkretnego występu, one same jednak się nie zmieniały, niczym aktorzy w teatrze. Widzowie mieli wręcz swoje ulubione, niektórzy nadawali im imiona. Po kilku spektaklach poznawałeś całą lalkową trupę. Siedząc i chłonąc wydarzenia na scenie mogłeś sądzić, że sznurki są praktycznie niepotrzebne i lalki byłyby w stanie same odegrać swoje role. Poruszały się o wiele żywiej od tych z realnego świata, ich ruchy były bardziej naturalne, miałeś wręcz wrażenie, że za chwilę jedna z marionetek zerwie się z kierujących nią nici i sama dokończy przedstawienie.
Pod koniec spektaklu wszyscy biją brawo, jednak nie płacą. Nie, w świecie snów zapłatą jest zadowolenie, dzięki któremu może kiedyś wrócisz. Bo jak długo ktoś śni dany sen, tak długo ten sen żyje.
W końcu kurtyna opada, przesłaniając tę maleńką scenę i wóz wyrusza w dalszą drogę po swej krainie, a ty musisz wrócić do rzeczywistości. Otworzyć oczy i spojrzeć na zwykły świat, który nie ma wcale na celu wywołania uśmiechu na twojej twarzy. Tutaj to nie ty jesteś najważniejszy, nie wszystko kończy się jak w bajce.
Często więc nie chcesz wracać, pragniesz pozostać w sennej krainie już na zawsze. Niektórzy pragną tego tak bardzo, że po przedstawieniu podchodzą do wozu i pukają do tylnych drzwi. Te zawsze się otwierają, z lekko niepokojącym skrzypieniem, jednak nie wszyscy decydują się na wejście do środka. Jeśli jednak ktoś już wejdzie nigdy nie wychodzi. Nikt nie potrafi wyjaśnić, co się tam dzieje, jednak skoro ci ludzie chcieli pozostać w teatrzykowej krainie, to chyba byli zadowoleni z takiego stanu rzeczy.


Sufit… zwykły, biały, nudny sufit. Zdawało się, że aż woła o pomstę do nieba za swą normalność. Co się zresztą dziwić, tutaj wszystko takie było. Tutaj. Na jawie. W tym najnormalniejszym, najzwyklejszym, najbardziej typowym i przewidywalnym miejscu. A nam przyszło akurat tutaj spędzać większość naszego czasu. Nie mamy wyboru, trzeba żyć. Trzeba wstawać z łóżka, ubierać się, iść do szkoły czy pracy, jakoś przetrwać dzień. Wszystko po to, aby mieć pieniądze. Pieniądze na jedzenie, mieszkanie, ogrzewanie. I co najważniejsze. Pieniądze na łóżko, pościel, piżamę, wszystko to, co potrzebne jest do uwielbianej przez wszystkich czynności. Snu. To dla tych paru godzin marzeń sennych znosi się ten cały realny świat i dostosowuje się do panujących w nim zasad.
Tak właśnie myślą wszyscy… a może tylko Feliks wpatrujący się w szczelinę w suficie. Ten drobny akt niesubordynacji wobec całej poukładanej reszty idealnego stropu.
Tak… tutaj wszystko było „idealne”, w końcu tak reklamuje się nowe mieszkania, a on w takim właśnie był. Nowe mieszkanie w nowoczesnym bloku… a nie, przepraszam, „apartamentowcu”, w końcu to lepiej brzmi, chociaż sens ten sam. Zamknięte osiedle, niczym więzienie, ale obecnie nie wszystkich stać na ten luksus mieszkania za kratami.
Feliks dłuższy czas zastanawiał się co tak brutalnie wyrwało go z cudownej, sennej krainy. W końcu doszedł do wniosku, że należałoby obwinić dzwoniący przy jego uchu budzik. Ten dźwięk zawsze go drażnił. Dźwięk najkoszmarniejszej maszyny świata, która gwałtem zabiera go z idealnego świata snu.
W końcu zdobył się na ten nadludzki wysiłek, podniósł rękę i walnął w wyłącznik. Wreszcie, błoga cisza. Budzik jednak oznaczał, że nadszedł moment horroru, a więc wyjścia z łóżka. Doprawdy nie było chyba niczego gorszego niż zmierzenie się z chłodnym powietrzem i szarą rzeczywistością, kiedy zaraz obok woła cię miękkie łóżko i ciepła pościel. Może pocieszenia należy upatrywać w milionach, jak nie miliardach, innych ludzi, mierzących się z tym samym problemem… nie, to nie pocieszenie. W momencie, kiedy musiał zgarnąć ubrania z fotela i poczłapać do łazienki Feliksa średnio obchodziła reszta ludzkości. W lustrze przywitały go zmęczone, zielone oczy, no i blond czupryna wyglądająca bardziej na jakiś eksperyment naukowy niż na włosy. Ewentualnie miejsce jakiejś katastrofy, której grzebień nie był w stanie pomóc. W końcu jednak dokonał wszystkich czynności pozwalających nazwać siebie ogarniętym i gotowym do wejścia między ludzi. Na razie miała to być tylko jego kuchnia, gdzie już czatowali dwaj przedstawiciele jego gatunku, acz nieco starsi. Utarło się na nich mówić mama i tata.
-Feliks, chyba prosiłam cię, żebyś w końcu zaczął wcześniej wstawać. W końcu wyrzucą cię z uczelni, a ja za prywatną płacić nie będę – smukła kobieta dobijająca do pięćdziesiątki, chociaż niektórzy nie daliby jej nawet czterdziestki skrzywiła wymalowane usta.
-Wybacz mamo, poprawię się – mruknął nawet nie zerkając i cała swą uwagę poświęcając wsypywanym właśnie do miski płatkom.
-Ja to codziennie słyszę.
-Nie codziennie, w weekendy dajesz mi spać – tym razem jego uwagę pochłaniało lejące się mleko.
Tymczasem kobieta aż się zapowietrzyła, ale wtedy na jej ramieniu, w uspokajającym geście, pojawiła się duża, męska dłoń, lekko się zaciskając i prawdopodobnie powstrzymując nadchodzącą awanturę.
-Spokojnie kochanie, złość piękności szkodzi, a tego byśmy chyba nie chcieli – ojciec Feliksa uśmiechnął się ciepło, czemu oprzeć potrafiło się niewiele osób.
-… pognieciesz mi garsonkę – pufnęła zła, że nawet mąż zdradza ją w tej kwestii i poszła dopić kawę, jednocześnie wygładzając dłonią wyimaginowane zagięcia materiału.
-Feliks, matka ma rację, zdecydowanie zbyt nieodpowiedzialnie podchodzisz do swojej edukacji – mężczyzna spojrzał na niego surowo, a uśmiech w jednej sekundzie zniknął.
-I na pewno robienie mi gadek uświadamiających, gdy jestem już spóźniony temu zaradzi – mruknął z pełnymi ustami, napełniając kolejną łyżkę, jakby miało to go uratować od dalszej rozmowy.
-Nie spóźnisz się, podwiozę cię, a w takim wypadku mamy jeszcze trochę czasu.
-Jak cudownie…
Feliks nie mógł marudzić, rodziców miał anielskich. Może trochę zapracowanych, może lekko znerwicowanych, ale naprawdę o niego dbali. Tylko za nic nie mogli zrozumieć jego poglądów na świat. Niemal gwałtem wysłali go na studia. Oczywiście spodziewali się nieco innego kierunku studiów… no, bo po polonistyce nie ma chleba. Jak to się mówi w żartach, balkon, w przeciwieństwie do humanisty, utrzyma czteroosobową rodzinę. Rodzina… brrr… kolejny drażliwy temat na dłuższą dyskusję, a jego lista powodów, czemu nie chce jej zakładać spokojnie owinęłaby równik… i to parę razy. Ale jak już musiał się uczyć, to wolał czytać książki, niż męczyć się z jakimiś cyferkami…, chociaż nie, jak patrzył na projekty ojca to cyfr tam było najmniej… a tylko je z tych bazgrołów rozumiał.
-Synu, poważnie mówię. Pozwoliliśmy ci studiować, co chcesz, w sumie nawet nie tak źle ci idzie. Utrzymujemy cię, no ale ile można?
-Po studiach się wyniosę – wrzucił pusta miskę do zmywarki i nie mając większego wyboru spojrzał na ojca.
-I za co utrzymasz?
-… coś się wymyśli.
-Co?
-… coś.
Tak, jego typowa odpowiedź. Na każdy problem coś się wymyśli. W sumie… czy to nie była prawda? Każdy właśnie w ten sposób rozwiązywał kłopoty, wymyślał rozwiązanie. Tylko jakoś jego rodzicom to nie wystarczało. Chcieli konkretów, a tego nie dostawali. Z jednej strony potrafili marudzić, jak to świat się zmienia i kompletnie niczego nie można być pewnym nawet na następny dzień, a z drugiej strony wymagali od niego kilkuletniego planu na przyszłość. I z tego powodu codziennie był katowany pytaniami, napomnieniami i próbami zmienienia jego podejścia do świata. Co efektów nie przynosiło, ale chyba największym idolem jego rodziców był Syzyf, skoro tak niestrudzenie próbowali co dnia.
W końcu starszy mężczyzna się wygadał, Feliks zjadł śniadanie, wrzucił jeszcze przekąski do torby i obaj wyszli z mieszkania, by skierować się do podziemnego parkingu, gdzie czekało już na nich auto ojca, a więc Mercedes GL. Feliks musiał przyznać, mimo niechęci do realnego świata, miał on kilka plusów, jednym z nich były auta, ale nie wszystkie, tylko tak genialne jak to, do którego właśnie wsiadał. Oczywiście Porsche matki też było świetne, na pewno szybsze, ale jednak dzięki mocy, gabarytom i możliwości pokonania niemal każdej przeszkody to Mercedes zdobył pierwsze miejsce w rankingu Feliksa. Już sam dźwięk odpalanego silnika budził respekt, nie mówiąc o wyglądzie, co potwierdzali zawsze inni kierowcy wlepiający wzrok w mijające ich auto i w razie potrzeby taktownie zjeżdżając mu z drogi. Dzięki temu droga zajmowała też mniej czasu i Feliks po niecałym kwadransie wysiadał już pod wydziałem, mając nawet kilka minut zapasu, co zazwyczaj mu się nie zdarzało.
-Leć już. I uważaj na zajęciach.
-Jasne tato, dzięki za podwózkę – Feliks machnął ręką na pożegnanie, po czym zamknął drzwi, a Mercedes szybko odjechał.
Chłopak skierował się w stronę szatni, by zostawić kurtkę. Jak na końcówkę jesieni pogoda i tak była niezła, ale bez czegoś ciepłego do ubrania i parasola nie było nawet co ruszać się z domu. Kiedy w końcu odstał swoje w kolejce i schował zgarnięty numerek do kieszeni zaczął wspinaczkę po schodach. Doprawdy, cztery piętra, a nikt nawet nie pomyślał o windzie. Gdyby to był chociaż stary budynek, ale nie, ten miał niecałe pięć lat. Feliks zastanawiał się czy był do błąd, zapominalstwo, czy może oszczędność. Bez względu na przyczynę w tej chwili musiał brnąć w górę na ostatnie piętro. Niewiele tam było sal lekcyjnych, większość pokoi zajmowały przeróżne koła, kluby czy inne organizacje, ale ich nieco świrnięta psorka wybrała akurat pomieszczenie wyglądem przypominające poddasze. Fakt, miało swój klimat, a kobieta przez odpowiedni wystrój całkiem nieźle je urządziła…, co nie zmieniało faktu, że bez windy dostanie się tam było uciążliwe. No ale Feliks widząc na liście wykładów do wyboru temat „motyw snu w literaturze” nie mógł odpuścić. Słusznie zresztą, zajęcia ciekawe, a i w końcu dzięki nim zaczął nawiązywać jakieś więzi społeczne. Poprawka, jedną więź, ale jak na niego to i tak było sporo.
-Feeeliiiks! – małe, czarnowłose coś skoczyło na niego.
-Hej Laura – chłopak uśmiechnął się nieco i zerknął w dół, bo stojące przy nim półtorametrowe coś nie sięgało mu nawet do ramienia. A nie, przepraszam, metr pięćdziesiąt cztery. Laura zażarcie walczyła o każdy swój centymetr.
-Aż niewiarygodne, pan Nowicki pięć minut przed czasem, cóż to się stało? Koniec świata? Wojna? Bezsenność? – zaśmiała się.
-BMW i ponad stówa na liczniku? – rzucił plecak pod ścianę i szybko zajął miejsce koło niego, a chwilę później dołączyła do niego i Laura.
-Aaaa… i wszystko jasne. To jak, przeczytałeś lekturę na dziś?
-Zbrodnia i kara, to klasyk i to z liceum. Wstyd nie czytać wcześniej.
-Niby tak, ale nie każdy zapamiętuje wszystkie przeczytane książki jak ty. Normalni ludzie muszą sobie je przypominać.
-A od kiedy to ja jestem normalny?
-Też racja – dziewczyna uśmiechnęła się i poprawiła torbę na ramieniu.
W sumie ich dwójka trochę śmiesznie razem wyglądała. Feliks w jeansach, trampkach i pierwszej lepszej koszulce z plecakiem o zepsutym zamku trzymającym się na agrafce, a ona w garsonce. Do tego torebka, kolczyki, jakieś bransoletki, nie mówiąc o wisiorku czy czymś innym na szyję, im więcej dodatków tym dla niej lepiej. No i obowiązkowo obcasy, największe, jakie dorwać można w sklepach, dzięki temu przy prawie dwóch metrach przyjaciela Laura nie wyglądała na tak bardzo małą, ale i tak różnica wzrostu była ogromna. Przynajmniej oboje dzielili cechę żołądków bez dna połączoną ze zbyt małą wagą, na tym jednak podobieństwa zewnętrzne się kończyły.
-Idziesz potem na wykład? – zmieniła temat.
-Czemu nie? Nic lepszego do roboty nie mam. Mogę się zawsze zdrzemnąć…
-Feliks… istnieje taka czynność jak robienie notatek – przewróciła oczami w sumie już się przyzwyczajając, że co tydzień musi przesyłać mu skany własnych.
-Doprawdy? Fascynujące, pierwsze słyszę. Może przybliżysz mi arkana tej tajemniczej sztuki?
Laura parsknęła śmiechem i dała mu kuksańca w bok. Dalszą rozmowę po paru minutach przerwało im przybycie profesor. Oczywiście z rozwianym włosem i wielkim plikiem wszelakich kartek pod pachą. Nie tylko Feliks miał zwyczaj spóźniania się na zajęcia, a w roztargnieniu to nie dorastał wykładowczyni nawet do pięt. Dowodem tego była konieczność biegnięcia po klucz na sam dół, do portierni, gdyż ich kochana profesor o takim szczególe zapomniała.
W końcu jednak udało im się do sali dostać. Feliks i Laura od razu zajęli ulubione miejsca na samym końcu przyciemnionego pomieszczenia. Półmrok był naprawdę przyjemny, niemal zachęcał, by kwestię snów rozważać praktycznie, opierając czoło o ławkę, jednak światło włączonego chwilę później rzutnika nieco psuło atmosferę.
-A więc moi drodzy. Dzisiaj zajmiemy się jakże fascynującą lekturą, jaką jest Lalka… - poprawiła na nosie spadające wciąż okulary.
Większość osób zerknęła po sobie.
-… pani profesor chodziło o Zbrodnię i karę? – odezwał się głos gdzieś z przodu.
-Tak, tak. Jak już mówiłam, Zbrodnia i kara jest niezwykłą lekturą…
Gdzieś tutaj Feliks się wyłączył.
Nie było to może najgrzeczniejsze, ale czystego wstępu do lektur nie lubił. Znał je niemal na pamięć, więc słysząc powtarzające się treści jego mózg odmawiał współpracy i ulatywał daleko poza salę lekcyjną. Nie bał się, że minie go część merytoryczna, dotycząca samego sedna sprawy, Laura doskonale wiedziała, że w odpowiednim momencie trzeba przyjaciela lekko szturchnąć, by ten wrócił do świata żywych. Wtedy zresztą robiło się ciekawiej, bo zamiast opierać się na utartych schematach, których jedynym celem jest najpierw stworzenie, a potem wpasowanie się w klucz jakiegoś egzaminu, na którym własna interpretacja mogła delikwenta bardzo zaboleć przy liczeniu punktów, ich wykładowczyni kazała się ponieść „wodzy fantazji”. I trzeba było przyznać, że wychodziło im to czasami naprawdę ciekawie. Potrafili niemal przewrócić sens danego fragmentu do góry nogami. No ale oficjalnie nie można było nigdzie ogłosić takiej nietypowej wersji, bo godziła ona w jeden słuszny i prawdziwy kanon, który był święty i niepodważalny. Czasy PRL-u niby dawno minęły, a w polonistyce ideologia jakby stała w miejscu…
Ale pomijając tak drobny szczegół, te konkretne zajęcia również Feliksa nie zawiodły i wszyscy zakończyli je z niedopuszczalnymi wręcz wnioskami w głowach, które, o zgrozo, zahaczały o oryginalność i indywidualne podejście do tematu.
-To by w takim razie było na tyle… jeszcze coś chciałam… tak, na pewno coś chciałam… a! Moi drodzy, za tydzień nasze ostatnie zajęcia. A więc żeby było nieco ciekawiej niech państwo opiszą jakiś swój sen, a na zajęciach reszta spróbuje go jakoś zinterpretować. Jeśli ktoś się postara może nawet podniosę mu ocenę…
To była dopiero dobra wiadomość. Napisać taką bzdurę było o wiele łatwiej niż przygotowywać się z lektury. A już banalnie, jeśli ma się ciekawe sny. Dlatego też Feliks uśmiechnął się szeroko. Czeka go chyba najłatwiej zarobiona piątka w życiu…
Reszta dnia minęła nawet znośnie. Podjadanie na przerwach, krótka drzemka na historii literatury, miał nawet notatki, można powiedzieć, że pełen sukces. Kiedy tylko wrócił do domu był zmuszony do przebrania się, z racji szalejącej na zewnątrz burzy i przemoczenia do suchej nitki. No ale ciepły prysznic, gorące kakao i puchaty koc potrafią zdziałać cuda, więc mimo tego drobnego, niezbyt przyjemnego incydentu zachował uśmiech na twarzy.
Reszta dnia minęła mu na czytaniu książki, pomaganiu przy obiedzie, pochłonięciu porcji jak dla pułku wojska, a następnie ułożeniu się do snu. Przy łóżku czekał już notatnik oraz długopis, by z samego rana mógł spisać wszystko, co wydarzyło się w nocy. Po tygodniu po prostu wybierze najlepszy sen i zaniesie go na uczelnię… ach, gdyby wszystkie egzaminy tak wyglądały chyba już by miał doktorat, a profesura czekałaby wręcz za drzwiami.
Jak podejrzewał, kolejny tydzień jak nigdy chyba koncentrował się na śnie, powiedzieć, że wyczekiwał na kolejną noc było niedopowiedzeniem. On praktycznie żył od jednego snu do drugiego, czas pomiędzy był jedynie zbędnym, niechcianym dodatkiem. Czarny notes przy łóżku wypełniał się coraz szybciej. Pierwsza noc przyniosła podróż po wiszących ogrodach, kolejna przywołała strach z nawiedzonego domu, przewinęły się też strzelanina w małym miasteczku na dzikim zachodzie, lot rakietą, występ na arenie gladiatorów czy prowadzenie śledztwa u boku Sherlocka Holmesa. Jednak to, czego najbardziej wyczekiwał, nadeszło akurat w noc przed zajęciami.
Teatrzyk. Już gdy siadał przed wozem niemal drżał z ekscytacji, a po odsunięcie kurtyny było tylko lepiej. Oczy błądziły za kolorowymi, błyszczącymi strojami. Ruchoma scenografia zdawała się być kolejnym aktorem. Fabuła była tak złożona, że mogłaby posłużyć za materiał do książki, która w realnym świecie prawdopodobnie stałaby się bestsellerem. A to wszystko streszczone w jednym przedstawieniu, upchnięte w małym, drewnianym wozie. Feliks skupiony na wyglądzie ledwo nadążał za wydarzeniami. Gdy tylko kurtyna zasłoniła scenę chłopak otworzył oczy i chwycił za notes. Musiał oddać wszystko. Przedstawienie fantastycznego, pełnego magii świata. Główną bohaterkę, królewnę pięknej, ale zniewolonej przez złe czarny krainy, która ucieka wraz z ostatnim jajem wolnego, nieskażonego złem smoka. Długopis niemal sam biegł po kartce przedstawiając jej trudności z przetrwaniem w mitycznym lesie, wychowywaniem smoka i ukrywaniem się przed gildią złych magów, którzy chcieli zabić jej chowańca, a ją samą siłą posadzić na tronie, by manipulując nią władać krajem. Niemal uśmiechał się pod nosem, gdy przyszedł czas zebrania sojuszników i odbicia zamku, chociaż za nic nie potrafił opisać tego, jak majestatycznie wyglądała królewna na grzbiecie swego smoka, a następnie wkraczająca w glorii do sali tronowej, by założyć należną jej koronę. W porównaniu ze snem walczące wojsko w starciu z siłami mrocznej magii wyglądało jak banda dzieciaków walcząca z mgłą. A mimo to całość wyszła całkiem nieźle. Prawdopodobnie z racji tego jak genialną rzecz opisywał. Im coś lepsze tym bardziej trzeba się natrudzić, aby to zepsuć.
Ledwie skończył zapełniać całe strony opowieści musiał biec do łazienki, a o śniadaniu nawet nie myślał. Doprawdy głupio by było spóźnić się na zajęcia i przegapić okazję prezentacji swojego snu, na który czekało się cały tydzień i to jeszcze z powodu jego opisywania.
Na uczelnię wpadł parę minut po czasie i nawet nie myśląc o szatni poleciał na górę. Kiedy tam dotarł dyszał jak parowóz i ledwo mógł złapać oddech. Schylił się i oparł dłonie na kolanach, przez co może nie wyglądał najlepiej, ale przynajmniej trzymał się na nogach.
-No, to już jest typowe – Laura stała tuż przed nim i uśmiechała się lekko.
-… jeszcze jej nie ma?
-Nie, spóźniłeś się mniej od niej. W sumie zmieściłeś się w kwadransie akademickim, więc jak na ciebie nie jest tak źle.
-… sen… opisywałem… - wydyszał, próbując sklecić zdanie.
-Jasne, jasne. Lepiej oszczędzaj oddech, bo jak widzę nieco ci go brakuje. Jak coś będę czytać przed tobą – uśmiechnięta pomachała mu przed nosem kolorowym zeszytem z jakże wymownym napisem „Keep calm and stay lady”.
-Dobry? Twój sen?
-A jak, najlepszy. Posłuchasz to przyznasz mi rację – wyglądała na wyjątkowo pewną siebie.
Feliks uśmiechnął się lekko i w końcu wyprostował oddychając w miarę normalnie. Ich profesor spóźniła się nieco więcej niż typowy, akademicki kwadrans, dzięki czemu wchodząc do sali nie było już widać po nim śladów szaleńczego sprintu.
Raz jeden siedzenie w ostatniej ławce się nie opłaciło, gdyż czytanie snów zaczęło się od początków sali. Feliks siedział przysłuchując się i stwierdził, że, z drobnymi wyjątkami, niektórzy mieli tak bardzo płytkie sny… chodzenie na zakupy, jeżdżenie autem, przecież to wszystko można było robić i na jawie. Po co śnić o tym, co robi się za dnia? To wręcz marnowanie tych kilku godzin, w których można przenieść się do alternatywnej rzeczywistości.
W końcu pod koniec zajęć przyszła i kolej na nich. Laura zadowolona wstała i zaczęła czytać… a Feliksowi zrzedła mina. Ucieczka księżniczki, smocze jajo, walka niczym z książek fantasy. To był jego sen!
Kiedy zadowolona usiadła przyszedł czas na niego. Całe szczęście zabrał cały notes, więc po szybkim przerzuceniu kartek wybrał pierwszy lepszy sen i zaczął czytać. Padło akurat na Holmesa, więc po opisaniu historii godnej wydania kolejnej książki został nagrodzony brawami. Mimo to po zajęciu znów miejsca nie był jakoś szczególnie zadowolony. Patrzył tylko pytająco na brunetkę, a ta nie miała pojęcia, o co chodzi. Dopiero po dzwonku i opuszczeniu sali udało mu się złapać ją za ramię i zaciągnąć ją w cichy kąt.
-Skąd to masz? – Spojrzał jej w oczy.
-Co? – Zabrała rękę i cofnęła się o krok.
-No sen? Skąd wiedziałaś o królewnie, o smoku? Jakim cudem opisałaś dokładnie to, co ja? – Uniósł notes z zapisaną, ale nieodczytaną historią.
-Jak skąd? Przyśnił mi się. Mam ci opisać proces pójścia spać i tworzenia się snów? – Próbowała go wyminąć, ale zagrodził jej drogę.
-Nie żartuj sobie.
-Nie żartuję, to ty świrujesz. Feliks, weź na wstrzymanie, co? Zbyt poważnie to traktujesz.
-… byłaś w teatrzyku? – Ściszył głos.
-Słucham?
-To historia przedstawiona przez teatrzyk tej nocy.
-… skąd wiesz o teatrzyku? – W końcu zrezygnowała z prób przejścia i spojrzała na niego.
-Nie zaprzeczasz.
-Bo nie mam po co. Tak, to historia z teatrzyku. Najlepsza w ciągu całego tygodnia.
-Tygodnia? Mnie dopiero dzisiejszej nocy udało się go wyśnić – mimo sytuacji nie potrafił ukryć zirytowania tym faktem.
-… tobie też śni się teatrzyk?
-No oczywiście, że tak, wielu osobom się śni. Widziałaś te tłumy przed wozem.
-Feliks, co ty wygadujesz? Ty chyba nie wierzysz w te dyrdymały o dzieleniu snów i tak dalej? – Podświadomie przybrała swój surowy, nieco nauczycielski ton. Nawet wyprostowała się bardziej niż zwykle, co chyba miało jej dodać z centymetr czy dwa wzrostu, co u niej stanowiło sporą różnicę. - Sen to projekcja naszego mózgu, przetworzenie wspomnień i próba ich uporządkowania z małym dodatkiem wyobraźni, nic więcej. Nie ma fizycznej możliwości, aby dzielić sen, trzeba by jakoś połączyć jaźnie, a to niemożliwe. Podobnie sen nie może zdradzić przyszłości, a odczytywanie z niego jakichś znaków jest zwyczajnie bez sensu.
-Masz zbyt naukowe podejście – westchnął zrezygnowany, próbując przeboleć fakt, że z jego ukrytego, mistycznego świata tworzono zwykłą teorię głoszoną przez jakiegoś spróchniałego, pozbawionego wyobraźni profesora.
-Jakie inne można mieć? Wszystko wyjaśni się naukowo, a to akurat wyjaśniono już dawno. Wyjaśniono, opisano, wytłumaczono, przeprowadzono tysiące badań, sen to akurat nie żadna wielka tajemnica.
-Sen to coś więcej, o wiele więcej. Jak wyjaśnisz to, że śniło nam się dokładnie to samo? – wciąż naciskał wierząc, że dzięki temu dziewczyna się złamie i powie więcej, a to pozwoli mu jakoś poukładać elementy układanki.
-… zbieg okoliczności. Jest ograniczona pula możliwych historii, statystycznie możliwość, aby dokładnie taka sama przyśniła nam się tej samej nocy, jest niewyobrażalnie mała, ale jednak jest. Dużo ze sobą przebywamy i rozmawiamy, widzimy podobne rzeczy, to zwiększa możliwość takiego zjawiska.
-Sama przyznaj, twoja wersja nie trzyma się kupy.
-Nie, to twoja się nie trzyma. Jeśli sen nie jest zbiorem fal mózgowych, to czym innym?
-… innym światem?
-Feliks… - westchnęła cicho. - Inny świat, to jest wykład z historii literatury, który zaczynamy za minutę, innego nie znajdziesz, a ja chcę się jednak na nim pojawić. Idziesz?
-Nie, dziś sobie daruję.
-Jak wolisz, dam ci później notatki – wzruszyła ramionami i poszła, tym razem niezatrzymywana.
Feliks w ciągu paru sekund stracił energię, którą tak okazywał w czasie całej rozmowy i usiadł w fotelu. Sny… to była jego pasja, można wręcz powiedzieć, że jego życie. Spędzał godziny próbując je przeanalizować. Nie tylko je same, ale ostatnio ich mechanizm, powtarzalność schematów, próbował odnaleźć w tym sens. Teraz czuł, że jest o krok od rozwikłania tajemnicy, która może przewrócić jego świat do góry nogami. No ale… to nie zależało tylko od niego. Jeśli Laura nie będzie z nim współpracować niczego nie osiągnie. Potrzebował jej pomocy, być może analitycznego, naukowego spojrzenia. Może on za bardzo fantazjował, a trzeba było do tego podejść jak do doświadczenia, którego wyniki trzeba uchwycić i przelać na papier, a jemu się to zwyczajnie nie udawało. Nawet jeśli, póki co był sam. Wychodziło więc na to, że jego główny cel się nie zmienił, ale potrzeba było innego podejścia. Jego nowym zadaniem było pozyskanie pomocy i teraz cały sęk tkwił w tym, by wykombinować jak tę pomoc zdobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Wypocinki Rose
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Victoria Rose
» Darkness Rose
» Axl Rose???

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Supernatural PBF :: Offtop :: Offtop-
Skocz do: